W aferze Zondacrypto narasta paradoks, który trudno wytłumaczyć poszkodowanym. Polska prokuratura zabezpieczyła już majątek wart około 125 mln zł, a do tego, jak poinformowało w czwartek Ministerstwo Sprawiedliwości, policja przejęła 11 luksusowych samochodów o wartości blisko 4 mln zł. Równocześnie estoński syndyk, który formalnie odpowiada za odzyskanie pieniędzy klientów giełdy, opłaca postępowanie z własnej kieszeni i przyznaje, że brakuje mu środków na prawników.
Auta warte miliony i majątek poza zasięgiem
Jak podała Interia za komunikatem ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka, 11 aut zabezpieczyli policjanci z Katowic u 45-letniej podejrzanej. Według Prokuratury Krajowej część przejętego majątku wiąże się z innymi wątkami śledztwa, a nie bezpośrednio ze środkami wyprowadzonymi od klientów platformy. Samochody mają zostać objęte zabezpieczeniem majątkowym na poczet przyszłych roszczeń.
Problem w tym, że zabezpieczone przez śledczych pieniądze nie zasilą masy upadłości. Jak pisze money.pl, rzeczniczka Prokuratury Krajowej Anna Adamiak ucięła spekulacje krótko: „Środków nie przekazujemy”. Śledczy oferują syndykowi współpracę przy wymianie informacji i weryfikacji tożsamości poszkodowanych, ale bazy danych ani gotówki nie wydadzą.
Zobacz również:
FINANSE · 22.10.2026Rekord wszech czasów na GPW. Debiutant dał zarobić 100 proc. w jeden dzieńSyndyk dołożył 7 tys. euro z własnej kieszeni
Operator giełdy, estońska spółka BB Trade Estonia, została postawiona w stan upadłości 27 sierpnia, a sąd wyznaczył na syndyka Margusa Lentsiusa. Jak wylicza money.pl, Estończyk wyłożył dotąd około 7 tys. euro własnych pieniędzy, a na najbliższe pół roku potrzebuje około 70 tys. euro, głównie na zagranicznych prawników. Jego planowane honorarium, około 1 mln euro za ponad 5 tys. godzin pracy, pozostaje niezapłacone. Syndyk rozważał nawet wniosek o umorzenie postępowania upadłościowego z braku środków albo pobieranie zaliczek od wierzycieli, którzy często zapłacili już własnym pełnomocnikom.
W środę wieczorem Lentsius spotkał się w Warszawie z ministrem Żurkiem, prokuratorami i przedstawicielami rady wierzycieli. Wierzyciele zabiegali o to spotkanie od tygodni, a wcześniej prosili o przekazanie 75 do 100 tys. euro z zamrożonych pieniędzy spółki, co okazało się niewykonalne. Na razie syndyk zidentyfikował około 167 tys. euro na rachunkach u operatorów płatności i poprosił o pomoc w ich odzyskaniu.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
| Afera Zondacrypto w liczbach | Wartość |
|---|---|
| Majątek zabezpieczony przez prokuraturę | ok. 125 mln zł |
| Przejęte luksusowe auta | 11 sztuk, ok. 4 mln zł |
| Zgłoszone dotąd roszczenia klientów | ok. 5 tys. osób, ok. 43 mln euro |
| Środki odnalezione przez syndyka | ok. 167 tys. euro |
| Termin zgłaszania roszczeń | 27 października |
Źródło: money.pl, Prokuratura Krajowa
W poniedziałek mija kluczowy termin
Do 27 października poszkodowani mogą zgłaszać roszczenia w estońskim postępowaniu. Dotychczas zrobiło to około 5 tys. osób na łączną kwotę około 43 mln euro, choć według szacunków przytaczanych przez money.pl roszczenia mogą docelowo przekroczyć 700 mln euro. Syndyk będzie następnie weryfikował zgłoszenia i przygotuje listę wierzycieli dla estońskiego sądu. Zapowiada też podważanie podejrzanych transakcji, w tym pożyczek dla podmiotów powiązanych.
Równolegle toczy się polskie śledztwo, prowadzone od 17 kwietnia przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach, które obejmuje oszustwo i pranie pieniędzy. Sprawą zajmuje się zespół siedmiu prokuratorów, a śledczy badają także okoliczności zaginięcia współzałożyciela i byłego prezesa giełdy Sylwestra Suszki. Dla tysięcy Polaków, którzy trzymali na platformie oszczędności, kluczowe pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi: kto i kiedy fizycznie wypłaci im odzyskane pieniądze, skoro prokuratorskie zabezpieczenia i estońska upadłość biegną dwoma osobnymi torami.
