Formalnie dyplom uczelni wyższej wciąż uchodzi za przepustkę do lepiej płatnej pracy. W praktyce coraz większa część rynku pracy w Polsce funkcjonuje już zupełnie inaczej, a w czterech branżach pensje na start dla osób bez wyższego wykształcenia regularnie zaczynają się od 10 tys. zł brutto.
Co piąte ogłoszenie bez wymogu studiów
Z najnowszej analizy Grupy Progres wynika, że obecnie co piąte ogłoszenie o pracę publikowane w Polsce nie wymaga od kandydata wyższego wykształcenia. Wśród tych ofert ok. 17 proc. proponuje wynagrodzenie startowe przekraczające 10 tys. zł brutto. Badanie objęło ponad 100 tys. ofert opublikowanych w portalach ogłoszeniowych w kwietniu i pierwszych dniach maja 2026 r.
Cztery sektory, w których takie stawki pojawiają się najczęściej, to transport międzynarodowy, logistyka, budownictwo i produkcja przemysłowa. Wysokie zarobki spotyka się także w zawodach technicznych, czyli wszędzie tam, gdzie liczą się konkretne uprawnienia i doświadczenie, a nie papier z uczelni.
Pracodawcy patrzą na umiejętności, nie na papier
Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres, w komentarzu do badania wskazuje, że rynek pracy przestał być jednowymiarowy. W wielu branżach dyplom nie jest już podstawowym filtrem rekrutacyjnym, a pracodawcy koncentrują się przede wszystkim na tym, czy kandydat potrafi szybko wdrożyć się w obowiązki i utrzymać tempo pracy. Sama definicja kwalifikacji coraz częściej obejmuje doświadczenie zdobywane w praktyce, a nie tylko formalne wykształcenie.
To zaś oznacza zmianę logiki działania firm. Edukacja formalna nadal ma znaczenie, ale w warunkach niedoboru kadr i rosnącej rotacji pracowników przedsiębiorcy chętniej inwestują w osoby, które realnie wykonują zadania, niż w te, które jedynie spełniają formalne kryteria rekrutacyjne. Stąd też oferty finansowe dla kandydatów bez dyplomu, które coraz częściej konkurują z wynagrodzeniami osób z wykształceniem wyższym.
Dane GUS. Niskie wykształcenie nie oznacza niskich pensji
Tezę o rozjeździe między papierem a portfelem potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W czwartym kwartale 2025 r. w Polsce pracowało ponad 4,1 mln osób z wykształceniem policealnym, średnim zawodowym lub branżowym. Bezrobotnych w tej grupie było 128 tys. Wśród osób z wykształceniem średnim ogólnokształcącym pracowało 2,054 mln osób, przy 81 tys. bezrobotnych. W grupie z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub branżowym pracowało 3,095 mln osób, a bez pracy pozostawało 154 tys. Z kolei wśród osób z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym lub bez wykształcenia pracowało 557 tys. osób, przy 77 tys. bezrobotnych.
Różnice w średnich wynagrodzeniach między poziomami wykształcenia są mniejsze, niż mogłoby się wydawać. Najwyższe pensje osiągają osoby z tytułem doktora lub wyższym (średnio 11 468,96 zł brutto) oraz z wykształceniem magisterskim lub równorzędnym (10 284,14 zł). Średnia krajowa w gospodarce wyniosła w październiku 2024 r. 8944,79 zł brutto. Osoby z wykształceniem policealnym zarabiały średnio 7515,19 zł, ze średnim zawodowym 7528,70 zł, ze średnim ogólnokształcącym 6854,34 zł, a z zasadniczym zawodowym 6586,77 zł. Wykształcenie gimnazjalne dawało średnio 6379,71 zł, podstawowe i niepełne podstawowe 6318,77 zł.
Innymi słowy, pracownik z wykształceniem zasadniczym zawodowym ma w statystykach pensję mniejszą od magistra o jakieś 3,7 tys. zł brutto. Spora część tej różnicy znika jednak, gdy patrzymy na konkretne stawki w branżach deficytowych, gdzie pracodawcy są skłonni płacić więcej, by utrzymać pracownika.
Cztery branże, w których papier się nie liczy
Największe możliwości zatrudnienia dla osób bez wyższego wykształcenia koncentrują się dziś w kilku obszarach. Logistyka i magazyny wymagają zwykle podstawowej sprawności fizycznej, gotowości do pracy zmianowej i często uprawnień na wózki widłowe. Budownictwo i produkcja stawiają na doświadczenie praktyczne, umiejętność pracy w zespole i odporność na warunki fizyczne. W transporcie atutem jest prawo jazdy kategorii B lub C, a w handlu i gastronomii kluczowe pozostają komunikatywność, dyspozycyjność i gotowość do zmianowej pracy weekendowej. Usługi porządkowe i techniczne mają najniższe wymagania wejściowe, choć liczą się dokładność i samodzielność.
Najczęściej spotykane stanowiska w tych sektorach to magazynier, pracownik kompletacji zamówień, operator wózka widłowego, pakowacz, sortowacz przesyłek, pracownik produkcji, operator linii produkcyjnej, monter, kontroler jakości, pomocnik budowlany, murarz, zbrojarz, cieśla, tynkarz, brukarz, kierowca dostawczy, kierowca ciężarówki, kurier, sprzedawca, kasjer, pomoc kuchenna, kucharz, kelner, barman, pracownik utrzymania czystości, pomocnik elektryka, elektromonter, pomocnik mechanika, mechanik samochodowy i spawacz.
To zaś oznacza, że ścieżka kariery przestaje być liniowa. Można ją budować etapowo, zaczynając od stanowisk podstawowych i awansując wraz z doświadczeniem, a w międzyczasie dorabiać uprawnienia branżowe.
523 tys. uczniów już pracuje w trakcie nauki
Wielu młodych nie czeka z wejściem na rynek do końca edukacji. Według danych GUS w ubiegłym roku spośród 2,813 mln uczniów aż 523 tys. łączyło naukę z pracą. W tej grupie 412 tys. osób kształciło się na poziomie wyższym, 61 tys. uczęszczało do szkół policealnych oraz średnich zawodowych i branżowych, 25 tys. stanowili licealiści, a 24 tys. uczniowie szkół branżowych I stopnia.
Liczby te trafiają na polski rynek pracy w momencie, gdy do egzaminów maturalnych w 2026 r. przystępuje około 320 tys. uczniów, a do egzaminu ósmoklasisty (11–13 maja) ponad 393 tys. Dla obu tych grup wybór dalszej ścieżki nie jest już tak prosty, jak jeszcze kilka lat temu, bo „papier” przestaje być automatyczną gwarancją wyższych zarobków. Decyduje umiejętność odnalezienia się tam, gdzie ta praca faktycznie jest.
