Areszt za tanie paliwo sprzed wyborów. Menedżerowie Orlenu mogą się wykupić

Pięć dni po spektakularnych zatrzymaniach przez ABW sprawa tanich paliw z jesieni 2023 r. weszła w decydującą fazę. Sąd w Łodzi zastosował tymczasowy areszt wobec byłego wiceprezesa Orlenu Michała R. oraz trzech dyrektorów spółki, podaje bankier.pl. Areszt ma charakter warunkowy, co oznacza, że podejrzani wyjdą na wolność po wpłaceniu poręczeń majątkowych sięgających miliona złotych.

- Reklama -

Milion złotych za wolność byłego wiceprezesa

Sąd zróżnicował kwoty poręczeń w zależności od roli, jaką według prokuratury odgrywali podejrzani. W przypadku Michała R. poręczenie wynosi 1 mln zł, były dyrektor wykonawczy Filip W. ma wpłacić 800 tys. zł, a dwaj pozostali dyrektorzy po 500 tys. zł. Troje podejrzanych ma czas na wpłatę do 17 października, a termin dla najwyższej kwoty sąd wyznaczył na 21 października.

Na przelewy może być jednak za wcześnie. Prokuratura nie zgodziła się z decyzją sądu i złożyła zażalenie, domagając się bezwarunkowego aresztu. Do czasu rozpatrzenia sprawy przez sąd drugiej instancji podejrzani pozostaną za kratami, nawet jeśli wpłacą wyznaczone kwoty. Sąd, uzasadniając areszt, wskazał na obawę matactwa oraz realną groźbę surowej kary.

Biegli policzyli szkodę na 4,1 mld zł

Śledztwo dotyczy bezpodstawnego zaniżania cen paliw w okresie od sierpnia do listopada 2023 r., a więc w czasie kampanii wyborczej i tuż po wyborach parlamentarnych. Ceny na stacjach Orlenu były wtedy wyraźnie niższe niż wynikałoby to z notowań ropy i kursu dolara, co konkurenci i analitycy rynku paliw podnosili już na bieżąco.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że biegli oszacowali szkodę wyrządzoną spółce na 4,1 mld zł, relacjonuje money.pl. Sam Orlen w swoich analizach mówi o stratach rzędu 3,5 mld zł i naruszeniu zasad rynkowych. Rozbieżność wynika z różnych metod liczenia utraconych marż, ale w obu wariantach chodzi o kwoty porównywalne z rocznymi zyskami dużych spółek giełdowych.

Grozi im do 25 lat więzienia

ABW zatrzymała w poniedziałek pięciu obecnych i byłych menedżerów Grupy Orlen. Zarzuty postawiono im w śledztwie prowadzonym od ponad dwóch lat, a dotyczą działania na szkodę spółki w wielkich rozmiarach. Prokuratura wskazuje, że podejrzanym grozi kara od 5 do nawet 25 lat pozbawienia wolności. Żaden z zatrzymanych nie przyznał się do zarzucanych czynów.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Sprawa ma też wymiar precedensowy dla całego rynku. Po raz pierwszy prokuratura próbuje udowodnić, że polityka cenowa największej polskiej spółki paliwowej była kształtowana wbrew jej interesowi ekonomicznemu. Obrona będzie zapewne przekonywać, że zarząd działał w granicach swobody biznesowej, a decyzje cenowe zawsze pozostają elementem strategii konkurencyjnej.

Akcjonariusze patrzą na ręce i liczą straty

Dla obecnych władz Orlenu śledztwo to element szerszego rozliczania poprzedniej ekipy, obejmującego także fuzję z Lotosem i inwestycje zagraniczne. Dla akcjonariuszy mniejszościowych kluczowe jest co innego: czy spółka odzyska choć część wyliczonej przez biegłych kwoty. Orlen może dochodzić roszczeń cywilnych od byłych menedżerów niezależnie od wyniku procesu karnego, choć ściągnięcie miliardów złotych od osób fizycznych pozostaje w praktyce mało realne.

- Reklama -

Echa sprawy wracają też na stacje paliw. Dziś ceny detaliczne ogranicza rządowy pakiet CPN z obniżonymi stawkami akcyzy i VAT, a spór o to, gdzie kończy się polityka taryfowa koncernu, a zaczyna działanie na szkodę spółki, rozstrzygnie dopiero sąd. Wyrok w tej sprawie wyznaczy granice, których będą musieli pilnować wszyscy przyszli prezesi państwowych gigantów.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi