Formalnie Unia Europejska jest jednym z trzech globalnych ośrodków, które aspirują do dyktowania zasad rozwoju sztucznej inteligencji. W praktyce w wyścigu o realne modele i ich wdrożenia Stary Kontynent zostaje już daleko w tyle, a wybrany przez Brukselę model regulacyjny pierwszej dekady AI staje się coraz bardziej kontrowersyjny nawet w samej Europie.
3 modele Europy kontra 40 z USA i 15 z Chin
Najlepiej obraz aktualnej pozycji Europy oddają liczby z raportów branżowych. W 2026 r. Stary Kontynent ma w portfolio zaledwie 3 modele fundacyjne, czyli duże modele językowe i multimodalne stanowiące podstawę dla dalszych zastosowań AI. Dla porównania, Stany Zjednoczone dysponują 40 takimi modelami, a Chiny 15. To zaś oznacza, że Europa pozostaje w tyle dziesięciokrotnie za USA i pięciokrotnie za Chinami w segmencie, który definiuje obecnie wartość branży.
Powyższe dane korespondują z innymi sygnałami płynącymi z rynku. PKB per capita w Stanach Zjednoczonych jeszcze 30 lat temu był na podobnym poziomie jak w Europie. Dzisiaj jest dwukrotnie wyższy. Część tej różnicy wprost wynika z opóźnień Europy w adopcji technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji w gospodarce. Cały obraz daje sygnał, że Stary Kontynent nie tylko nie produkuje światowych modeli AI, ale też wolniej zaczyna je integrować z własnym ekosystemem biznesowym.
„Trzecia droga” Brukseli. Zaufanie zamiast szybkości
Cała strategia Unii Europejskiej w obszarze AI opiera się na koncepcji, którą branżowi obserwatorzy nazywają „trzecią drogą”. W jej ramach Bruksela odróżnia europejski model od dwóch dominujących w świecie. Pierwszy, amerykański, stawia na maksymalną swobodę innowacji i dominację Big Techu. Drugi, chiński, opiera się na masowej adopcji AI w ramach skoordynowanej strategii państwowej. Europa wybrała trzecią opcję, czyli model oparty na zaufaniu, etyce i ochronie praw podstawowych.
Konkretnym wyrazem tej filozofii jest unijny AI Act, który wszedł w życie w 2024 r. i jest najbardziej kompleksową regulacją sztucznej inteligencji na świecie. Ustanawia on klasyfikację systemów AI według poziomu ryzyka, nakłada na dostawców i wdrożeniowców liczne obowiązki dotyczące dokumentacji, ocen ryzyka i raportowania, a w przypadku tzw. systemów wysokiego ryzyka wymaga przejścia formalnych procedur certyfikacyjnych przed wprowadzeniem produktu na rynek.
Bruksela broni tej strategii dwoma argumentami. Po pierwsze, w świecie, w którym algorytmy zaczynają decydować o zdrowiu i finansach ludzi, zaufanie staje się walutą cenniejszą niż samo tempo obliczeń. Po drugie, w długim okresie europejskie firmy mają stać się dostawcami AI klasy enterprise, czyli systemów audytowalnych, zgodnych z prawem i etycznych, gotowych do wdrożenia w najbardziej wymagających sektorach gospodarki.
„Stop the clock”. Branża żąda zawieszenia AI Act
Krytycy modelu europejskiego argumentują dokładnie odwrotnie. Branża technologiczna, w tym start-upy zrzeszone w AI Chamber, w grudniu 2025 r. wystosowała żądanie wprowadzenia bezwarunkowego dwuletniego zawieszenia stosowania AI Act. Mechanizm „Stop the clock” miałby dać europejskim firmom „regulacyjny oddech” niezbędny do gonienia USA i Chin w technologiach. Równolegle przedsiębiorcy domagają się głębokiego złagodzenia RODO i innych obostrzeń, które ich zdaniem hamują rozwój ekosystemu AI w Europie.
Komisja Europejska 17 grudnia 2025 r. przedstawiła pakiet „Digital Omnibus”, łagodzący niektóre przepisy, w tym wybrane wymagania AI Act. Dla branży to jednak za mało. Firmy technologiczne wskazują, że dotychczasowa logika UE polega na produkowaniu coraz większych regulacji, podczas gdy konkurenci globalni w tym samym czasie generują kolejne fundacyjne modele i komercyjne wdrożenia. To zaś najprawdopodobniej oznacza, że luka technologiczna między Europą a USA i Chinami będzie nadal się pogłębiać.
Inwestycje w AI Factories
Bruksela nie pozostaje jednak całkowicie bierna w sferze infrastruktury. Pod koniec 2025 r. Komisja Europejska ogłosiła program AI Factories, czyli paneuropejskiej sieci ośrodków obliczeniowych dedykowanych sztucznej inteligencji. Plan zakłada uruchomienie do końca 2026 r. co najmniej 15 takich fabryk, a docelowo sieci 19 lokalizacji w 16 krajach UE.
Inwestycja ma stworzyć wspólny, paneuropejski rynek usług AI, z zasobami obliczeniowymi dostępnymi dla mniejszych firm, instytutów badawczych i start-upów, które nie są w stanie sfinansować własnych klastrów GPU. To zaś jest model strategiczny zbliżony do amerykańskich rozwiązań, czyli wsparcia infrastrukturalnego dla ekosystemu prywatnego.
Pytanie, czy inwestycja okaże się wystarczająca, pozostaje otwarte. Skala wydatków amerykańskich firm na infrastrukturę AI w 2026 r. liczona jest w setkach miliardów dolarów. Tylko Microsoft, Alphabet, Meta i Amazon planują w tym roku wydać łącznie ponad 350 mld dolarów na infrastrukturę cyfrową w dużej mierze związaną z AI. Europa, mimo nowych inicjatyw, mierzy swoje budżety w dziesiątkach miliardów euro.
Trzy modele, trzy zestawy ryzyk
Cała sytuacja oznacza, że globalna mapa rozwoju AI dzieli się dziś coraz wyraźniej na trzy odrębne obszary regulacyjne, z których każdy niesie własny zestaw ryzyk dla firm i konsumentów.
W Stanach Zjednoczonych obowiązuje model maksymalnej swobody, w którym największe firmy technologiczne, takie jak OpenAI, Google DeepMind, Anthropic, Meta i Microsoft, dyktują tempo rozwoju modeli, a regulacje sektorowe nadrabiają tę dynamikę z opóźnieniem. Ryzykiem tego podejścia jest pojawianie się systemów AI z nieprzewidywalnymi skutkami społecznymi, a także erozja prywatności użytkowników w segmencie konsumenckim.
W Chinach dominuje model państwowej kontroli, w którym sztuczna inteligencja rozwijana jest w ramach planu „AI Plus” wpisanego w 15. Plan Pięcioletni (2026-2030). Pekin ogłosił cel 70-procentowej penetracji AI w kluczowych sektorach gospodarki do 2027 r. Towarzyszą temu obowiązki rejestracji algorytmów, kontrola danych treningowych i obowiązek oznaczania treści generowanych. Ryzykiem tego modelu jest wykorzystywanie AI do nadzoru społecznego, ograniczania wolności słowa i wzmacniania kontroli politycznej.
W Europie dominuje model regulacyjny, czyli próba ustanowienia ram prawnych dla każdego znaczącego zastosowania AI przed jego komercjalizacją. Ryzykiem tego podejścia jest stopniowe odpadanie z globalnego łańcucha innowacji. Firmy europejskie mogą stać się dostawcami niszowych rozwiązań dla bardzo wymagających sektorów (medycyna, finanse, motoryzacja), ale stracić obecność w masowych segmentach konsumenckich, w których konkurencja toczy się głównie o tempo wdrożeń.
Co dalej? Polityka wreszcie się zmienia, ale wolno
Cały obraz wskazuje, że Bruksela powoli zaczyna rozumieć skalę zagrożenia. Pakiet „Digital Omnibus” jest pierwszym konkretnym sygnałem, że unijna polityka regulacyjna otwiera się na deregulację w wybranych segmentach. Inwestycje w AI Factories, fundusze na rozwój europejskich modeli i partnerstwa z prywatnym sektorem to elementy nowej strategii, w której Europa chce odbudować pozycję w obszarze AI.
Pytanie, czy nadrobi już dystans, pozostaje jednak otwarte. Tempo rozwoju modeli fundacyjnych w USA i Chinach jest tak duże, że każdy kwartał opóźnienia w Europie oznacza poważne pogłębienie luki. Nadchodzące lata będą dla Starego Kontynentu testem strategicznym, w którym musi rozstrzygnąć, czy chce być światowym centrum etycznej i sprawdzonej AI, czy raczej drugim rynkiem dla rozwiązań tworzonych poza nim. To zaś jest dylemat, którego rozstrzygnięcie wpłynie na pozycję gospodarczą Europy na kilka kolejnych dekad.
