Taki rok zdarza się na rynku hipotek raz na dekadę. Według Biura Informacji Kredytowej, którego dane przytacza PAP Biznes, wartość kredytów mieszkaniowych udzielonych w całym 2026 roku przekroczy 150 mld zł. Za boomem stoją spadające stopy procentowe, rosnące wynagrodzenia i odbudowana zdolność kredytowa Polaków, choć BIK zastrzega, że dynamika rynku będzie w kolejnych miesiącach stopniowo słabnąć.
Rekordowe półrocze zbudowało wynik
Fundament pod tegoroczny rezultat powstał już wiosną. Jak wynika z półrocznego raportu BIK, który omawiał serwis bank.pl, w pierwszych sześciu miesiącach roku banki udzieliły kredytów mieszkaniowych o wartości 74 mld zł, o 59,7 proc. więcej niż rok wcześniej. To właśnie hipoteki były głównym motorem całego rynku kredytowego, rosnąc szybciej niż jakikolwiek inny produkt.
W drugiej połowie roku popyt pozostaje wysoki, choć już nie tak rozgrzany. W lipcu wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe była o 22 proc. wyższa niż rok wcześniej, ale liczba wnioskodawców w ujęciu miesięcznym lekko spadła. Prognozowane przekroczenie 150 mld zł oznacza, że druga połowa roku dołoży do rekordowego półrocza kolejne kilkadziesiąt miliardów.
Karty i raty spłacane coraz gorzej
W tym samym komunikacie BIK pokazuje jednak drugą stronę kredytowego boomu. Dwa z czterech monitorowanych wskaźników jakości spłat pogorszyły się rok do roku: dotyczy to kart kredytowych oraz kredytów ratalnych. Cały portfel kredytowy gospodarstw domowych pozostaje stabilny, ale kierunek zmian w segmencie finansowania bieżącej konsumpcji daje do myślenia.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Mechanizm jest znany z poprzednich cykli. Gdy budżety domowe napina rosnący koszt życia i wysokie raty, w pierwszej kolejności psują się najdrobniejsze zobowiązania: limity na kartach i zakupy na raty. Hipoteki Polacy tradycyjnie spłacają najsumienniej, bo stawką jest dach nad głową.
Rynek mieszkaniowy napędzany kredytem
Strumień kredytowych pieniędzy ma bezpośrednie przełożenie na ceny mieszkań, które w największych miastach znów rosną szybciej niż wynagrodzenia. Każdy miliard hipotek to dodatkowy popyt na rynku, na którym podaż nowych lokali reaguje z wielomiesięcznym opóźnieniem, a deweloperzy ostrożnie uruchamiają kolejne inwestycje.
Dla banków hipoteczny boom oznacza z kolei rekordowe wyniki odsetkowe i prowizyjne, widoczne w raportach kwartalnych sektora. Pytanie, na które odpowiedź przyniosą dopiero kolejne kwartały, brzmi: czy osłabienie dynamiki zapowiadane przez BIK będzie łagodnym lądowaniem, czy wstępem do głębszej korekty popytu, gdy efekt obniżek stóp się wyczerpie.

