Zgasło światło w fabryce po ponad stu latach. Pracę straciło prawie 500 osób

Przy ulicy Partyzanckiej w Pabianicach pod koniec października po raz ostatni zamknięto bramy zakładu, który przez dekady oświetlał drogi kierowcom w całej Europie. Fabryka żarówek samochodowych Lumileds Ultinon zakończyła działalność po ponad stu latach, a likwidacja oznacza zwolnienia grupowe 474 pracowników, jak informuje money.pl, powołując się na lokalny serwis epainfo.pl. Część załogi wciąż czeka na zaległe wynagrodzenia.

- Reklama -

Historia zakładu sięga lat 20. ubiegłego wieku, gdy w Pabianicach ruszyła produkcja pod szyldem Polskiej Żarówki Osram. Po wojnie fabryka działała jako Pabianicka Fabryka Żarówek Polam, a w kolejnych dekadach należała do Philipsa i wydzielonego z niego Lumiledsa. W ostatnich latach specjalizowała się w żarówkach halogenowych i źródłach światła na rynek części zamiennych, a przy produkcji współpracowała z blisko 200 polskimi firmami.

Rentowny zakład padł przez cudze długi

Najbardziej gorzki w tej historii jest fakt, że pabianicka fabryka do końca pozostawała zdrowym biznesem. Według sprawozdań finansowych jeszcze na koniec 2023 r. spółka notowała ponad 700 mln zł rocznych przychodów i regularne, wielomilionowe zyski. Jak pisze money.pl, przyczyną upadku nie był spadek zamówień ani błędy lokalnego zarządu.

Problemy zaczęły się, gdy zakład trafił pod kontrolę amerykańskiej grupy First Brands. Koncern finansował ekspansję i kolejne przejęcia ogromnym zadłużeniem, a jesienią 2025 r. w Stanach Zjednoczonych ruszyły procedury upadłościowe całej grupy. Z ustaleń amerykańskich śledczych wynika, że zobowiązania przekraczały 9 mld dolarów, podczas gdy wolna gotówka wynosiła zaledwie 12 mln dolarów.

Upadłość właściciela odcięła europejskie spółki zależne od kapitału obrotowego. Fabryka w Pabianicach straciła możliwość regulowania płatności za surowce i komponenty, co doprowadziło do przerw w dostawach i utraty płynności. Stało się to mimo pełnego portfela zamówień.

Oszustwa za oceanem, rachunek w Pabianicach

Amerykańscy śledczy zarzucają byłemu szefowi First Brands oszustwa wobec banków, fałszowanie dokumentów dotyczących zabezpieczeń kredytowych oraz wprowadzanie pożyczkodawców w błąd. Proces w tej sprawie ma ruszyć na początku 2027 r. Dla pracowników z Pabianic będzie to jednak wyłącznie sądowy epilog, bo ich miejsca pracy już nie istnieją.

W Polsce wniosek o upadłość pabianickiej spółki złożono w marcu 2026 r., a 15 lipca Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia wydał postanowienie w tej sprawie. Syndykiem został Kamil Kasica, który analizował możliwość sprzedaży przedsiębiorstwa w całości lub w częściach. Inwestora jednak zabrakło, a wcześniejsze próby restrukturyzacji nie przyniosły efektu.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Prawie 500 osób na lokalnym rynku pracy

Pod koniec sierpnia syndyk zawiadomił Powiatowy Urząd Pracy w Pabianicach o planowanych zwolnieniach grupowych, wskazując na całkowitą likwidację przedsiębiorstwa. Urząd organizował dla odchodzących pracowników spotkania informacyjne oraz giełdę pracy. „To bardzo smutne, że tak to wszystko się potoczyło” mówi była pracownica zakładu cytowana przez epainfo.pl.

- Reklama -
Fabryka w Pabianicach Dane
Roczne przychody (2023 r.) ponad 700 mln zł
Zatrudnienie przed upadłością około 700 osób
Zwolnienia grupowe 474 osoby
Zobowiązania First Brands ponad 9 mld dolarów
Wolna gotówka grupy 12 mln dolarów

Źródło: money.pl, epainfo.pl

Dla ponad 70-tysięcznych Pabianic zniknięcie jednego z największych pracodawców to cios odczuwalny daleko poza samą fabryką. Zakład przez lata zasilał lokalny budżet podatkami i dawał zlecenia okolicznym kooperantom. Prawie 500 osób, które straciły pracę, trafiło na rynek w regionie, gdzie o porównywalne stanowiska produkcyjne jest coraz trudniej.

Upadłość First Brands odbija się echem w całej Europie, bo grupa przez lata skupowała producentów części samochodowych po obu stronach Atlantyku. Pabianicka fabryka, która przetrwała wojnę, nacjonalizację i transformację ustrojową, nie przetrwała kilkunastu miesięcy pod skrzydłami zadłużonego amerykańskiego właściciela. Część jej byłych pracowników wciąż czeka na zaległe pensje, o które będą mogli się ubiegać w postępowaniu upadłościowym.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi