Kolorowe butelki Müllermilch i deserki z misiem stoją w niemal każdej polskiej lodówce sklepowej, ale w rodzinnym kraju producenta nastroje są dalekie od słodkich. Grupa Theo Müller zapowiedziała zamknięcie dwóch zakładów produkcyjnych we wschodnich Niemczech, co zagraża około 320 miejscom pracy, informuje biznes.interia.pl.
Serownia w Saksonii zniknie z końcem roku
Pierwsza z wygaszanych fabryk to serownia działająca w kompleksie Sachsenmilch w Leppersdorfie koło Drezna, zatrudniająca około 160 osób. Produkcja sera wraz z powiązanymi działami pakowania i administracji ma zakończyć się 31 grudnia 2026 r. Koncern zastrzega, że decyzja nie obejmuje działającej w tej samej lokalizacji wytwórni twarogów kwasowych ani zakładu produkującego mozzarellę w Wachau.
Drugi cios spada na markę Homann, znaną z majonezów i gotowych sosów. Fabryka w Rogätz w Saksonii-Anhalcie, również licząca około 160 pracowników, zakończy produkcję w 2027 r. Jak podaje finanse.wp.pl, w przypadku sosów kluczowy okazał się malejący popyt na produkty w słoikach, od których konsumenci odchodzą na rzecz innych opakowań.
Koncern mówi wprost o braku rentowności
Grupa tłumaczy, że wewnętrzne i zewnętrzne ograniczenia uniemożliwiają prowadzenie tych obszarów produkcji z zyskiem, a decyzję poprzedziły wcześniejsze analizy. Z radami zakładowymi ruszyły już negocjacje dotyczące losu około 320 pracowników. Na stole są przeniesienia do innych zakładów grupy oraz programy przekwalifikowania, choć nie wiadomo, dla ilu osób znajdzie się miejsce w strukturach koncernu.
Theo Müller to jedna z największych prywatnych grup spożywczych w Europie, właściciel marek Müller, Müllermilch, Weihenstephan czy Sachsenmilch, a także udziałowiec biznesów logistycznych i rybnych. Rodzinny koncern z bawarskiego Aretsried od lat słynie z twardej polityki kosztowej, a zamknięcia we wschodnich Niemczech wpisują się w falę restrukturyzacji przetaczającą się przez tamtejszy przemysł spożywczy.
Zobacz również:
BIZNES · 08.10.2026Niemcy zamykają odlewnię tuż przy granicy z Polską. Setki osób stracą pracęNiemiecka żywność ma coraz wyższe koszty
Branża mleczarska w Niemczech zmaga się z tym samym zestawem problemów co cała gospodarka: wysokimi cenami energii, rosnącymi kosztami pracy i słabnącym popytem wewnętrznym. Konsumenci w obliczu drożyzny częściej sięgają po marki własne dyskontów, co uderza w producentów markowych wyrobów. Do tego dochodzi spadek spożycia mleka i wyrobów mlecznych, który w Niemczech trwa nieprzerwanie od kilku lat.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Dla polskich obserwatorów ta historia ma znajomy rys. To kolejne w ostatnich tygodniach doniesienie o zamykaniu zakładów za zachodnią granicą, po informacjach o odlewni przy granicy z Polską czy redukcjach w przemyśle motoryzacyjnym. Niemiecki przemysł, największy odbiorca polskiego eksportu, przechodzi najgłębszą restrukturyzację od dekad.
Polskie mleczarnie mogą na tym zyskać
Słabość niemieckich producentów to zarazem szansa dla konkurentów. Polskie mleczarstwo, z niższymi kosztami produkcji i nowoczesnymi zakładami, od lat zwiększa eksport na rynek niemiecki, od mleka i śmietany po sery i twarogi. Każda zamykana fabryka za Odrą oznacza przestrzeń, o którą mogą powalczyć dostawcy znad Wisły, zwłaszcza w segmencie marek własnych dla sieci handlowych.
Dla konsumentów w Polsce bezpośrednich skutków na półkach na razie nie widać. Zamykane zakłady odpowiadają za ser i sosy, a nie za znane w Polsce napoje mleczne, których linii produkcyjnych decyzja według komunikatów koncernu nie obejmuje. Losy 320 pracowników z Saksonii i Saksonii-Anhaltu rozstrzygną się w negocjacjach, które potrwają najbliższe miesiące.
