Kluczowy dostawca Orlenu wraca do gry. Miliony baryłek już w drodze

Z egipskiego terminala Sidi Kerir wypłynęły cztery tankowce z saudyjską ropą zakontraktowaną przez Orlen. Jak podaje bankier.pl za agencją Reuters, opierającą się na danych LSEG, do Polski ma dotrzeć w październiku co najmniej 2,9 mln baryłek surowca. To sygnał, że po miesiącu zawirowań największy dostawca ropy do polskich rafinerii wraca do normalnej współpracy. Saudi Aramco od 2022 r. odpowiada za blisko 40 proc. zapotrzebowania polskich zakładów na ropę.

- Reklama -

Cztery ładunki o łącznej pojemności 2,9 mln baryłek odpowiadają kilkunastu dniom pracy dużej rafinerii, więc wznowione dostawy realnie zasilą krajowy bilans surowca jeszcze w tym miesiącu. Według agencji Reuters może to oznaczać powrót do normalnego rytmu współpracy między Aramco a polskim koncernem.

Atak dronów wywrócił harmonogram dostaw

Kłopoty zaczęły się 11 września, gdy ataki dronów, przypisywane irackim bojówkom, sparaliżowały przepustowość saudyjskiego rurociągu East-West. To właśnie tą magistralą ropa trafia z pól naftowych nad Zatoką Perską do portu Janbu nad Morzem Czerwonym, skąd płynie do egipskiego Sidi Kerir, kluczowego węzła saudyjskiego eksportu do Europy. Trasa ta pozwala omijać cieśninę Ormuz i cieśninę Bab al-Mandab, przez co uchodziła za wyjątkowo bezpieczną.

Po ataku Aramco nagle anulowało część dostaw wyznaczonych na koniec września, a następnie informowało europejskich odbiorców o odwołaniu ładunków październikowych. Ministerstwo Energii uspokajało wówczas, że wstrzymanie dostaw nie zagraża ciągłości zaopatrzenia Polski w ropę i paliwa, bo kraj dysponuje odpowiednimi rezerwami.

Saudyjski kierunek stał się filarem polskiego bezpieczeństwa naftowego po tym, jak Orlen po rosyjskiej inwazji na Ukrainę całkowicie odciął się od ropy ze Wschodu. Kontrakt z Aramco pokrywa blisko 40 proc. zapotrzebowania rafinerii grupy w Polsce, a surowiec z Zatoki Perskiej uzupełniają dostawy z Morza Północnego i z obu Ameryk, odbierane przez naftoporty w Gdańsku. Dlatego wrześniowa awaria rurociągu East-West była dla polskiego rynku paliw poważniejszym sygnałem ostrzegawczym, niż mogłoby się wydawać z perspektywy odległości dzielącej Polskę od Arabii Saudyjskiej.

Szesnaście awaryjnych ładunków z całego świata

Orlen nie czekał z założonymi rękami. Na rynku spot koncern kontraktował awaryjne dostawy z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz z obu Ameryk. Biuro prasowe spółki nie komentuje szczegółów handlowych, ale podkreśla, że „ORLEN konsekwentnie realizuje strategię dywersyfikacji dostaw ropy naftowej”. W praktyce wrześniowy kryzys stał się sprawdzianem tej strategii i pokazał, że polskie rafinerie potrafią szybko zastąpić nawet największego dostawcę.

Wrześniowe anulacje miały też swoje rynkowe konsekwencje: każda informacja o przerwanych dostawach z Bliskiego Wschodu podbijała notowania ropy i marże rafineryjne, a traderzy przerzucali popyt na ładunki z Morza Północnego i obu Ameryk, co windowało koszty frachtu na całym Atlantyku. Powrót saudyjskiego surowca do normalnego obiegu zdejmuje część tej presji z europejskiego rynku.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Rurociąg naprawiony, Aramco kusi Europę

Przełom nastąpił 6 października, gdy Arabia Saudyjska oficjalnie zwiększyła tłoczenie w naprawionym rurociągu East-West, przywracając ciągłość dostaw do terminali eksportowych. Efekty widać już na morzu: tankowce z ropą dla Orlenu są w drodze, a cytowany przez bankier.pl analityk surowcowy Łukasz Skiba ocenił, że „Aramco wybija argumenty tym, którzy próbowali podważać” sens oparcia dostaw na saudyjskim kierunku.

- Reklama -

Co więcej, według doniesień agencji Reuters Saudyjczycy zwrócili się do traderów z ofertą dodatkowych dostaw ropy do Europy na rynku spot pod koniec października i w połowie listopada, choć ani Aramco, ani potencjalni odbiorcy tych informacji oficjalnie nie potwierdzają. Dla europejskich rafinerii byłby to dodatkowy zastrzyk surowca w momencie, gdy rynek wciąż z niepokojem patrzy na Bliski Wschód.

Dla handlowców ropy każda taka oferta ma dziś wagę złota, bo baryłka kosztuje około 110 dolarów, a rynek żyje w rytmie doniesień o atakach na infrastrukturę naftową. Dodatkowe ładunki z kierunku omijającego cieśninę Ormuz obniżają premię za ryzyko w cenach surowca dla Europy, która od miesięcy płaci za geopolitykę więcej niż odbiorcy w innych regionach świata.

Stawką są ceny na stacjach

Powrót saudyjskich dostaw ma znaczenie wykraczające poza logistykę Orlenu. Stabilne zaopatrzenie rafinerii w Płocku i Gdańsku przekłada się na ciągłość produkcji benzyny i oleju napędowego, a więc na ceny, które kierowcy widzą na pylonach stacji. Awaryjne zakupy na rynku spot bywają droższe od długoterminowych kontraktów, więc normalizacja współpracy z Aramco zdejmuje z koncernu część presji kosztowej. W tle pozostaje jednak ryzyko geopolityczne: wrześniowy atak pokazał, że nawet trasy omijające newralgiczne cieśniny nie gwarantują pełnego spokoju, a bezpieczeństwo energetyczne Europy wciąż zależy od wydarzeń tysiące kilometrów od jej granic.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi