Polacy policzą, czy kopanie na Księżycu się opłaca. Zlecenie przyszło z ESA

Pytanie, które przez dekady należało do autorów fantastyki naukowej, trafiło właśnie na biurka polskich geologów i inżynierów jako zadanie z terminem i budżetem. Europejska Agencja Kosmiczna zleciła studium opłacalności pozyskiwania surowców na Księżycu konsorcjum Lunavest, którym pokieruje polska firma Mirores, założona przez naukowców związanych m.in. z Polską Akademią Nauk, Politechniką Wrocławską i Uniwersytetem Warszawskim. Partnerem projektu jest luksemburska spółka Spaider Space, a o kontrakcie poinformował serwis money.pl.

- Reklama -

Nie geologia decyduje, lecz rachunek kosztów

Zadanie brzmi prozaicznie jak biznesplan, tyle że dotyczy innego ciała niebieskiego. Zespół ma ustalić, czy pozyskiwanie na Księżycu wody, tlenu i innych surowców może być opłacalne, kto byłby odbiorcą takich produktów i ile kosztowałoby ich dostarczenie. Model połączy dane o zasobach z kosztami wydobycia, przetwarzania, magazynowania i transportu, z uwzględnieniem budowy instalacji, zużycia energii i możliwych przychodów.

Kluczowe założenie projektu podważa potoczną intuicję: sama obecność surowca nie przesądza o niczym. Osobno analizowane będą perspektywy dostawcy energii, operatora instalacji przetwórczej i firmy transportowej, a także scenariusze, w których uczestnicy księżycowej gospodarki dzielą się wspólną infrastrukturą, kosztami i ryzykiem. Prezes Mirores dr Jakub Ciążela wskazuje, że wiedza geologiczna zespołu pozwoli określić lokalizację zasobów, ich koncentrację i trudność pozyskania, od czego zależą wielkość instalacji i rachunek całego przedsięwzięcia.

Hel-3, czyli jedyny surowiec wart biletu na Ziemię

Szczególne miejsce w analizie zajmie hel-3, rzadki izotop obecny w księżycowym regolicie. Wykorzystuje się go do chłodzenia urządzeń pracujących w skrajnie niskich temperaturach, w tym części komputerów kwantowych, a w dłuższej perspektywie rozważany jest jako paliwo dla reaktorów fuzyjnych. „Jego wysoka wartość na Ziemi może uzasadniać koszt sprowadzenia go z Księżyca”, ocenia Ciążela. Tlen, materiały budowlane czy metale ziem rzadkich mają inną rolę: to zasoby dla gospodarki na samym Księżycu i w jego otoczeniu, bo wynoszenie każdego kilograma z Ziemi kosztuje krocie.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Polski ślad w księżycowym łańcuchu dostaw

Studium nie jest jednorazową przygodą. Mirores realizuje dla ESA także projekt LUPE, czyli spektrometr podczerwieni do mapowania minerałów na powierzchni Srebrnego Globu, a w ramach inkubatora ESA BIC Poland rozwija platformę łączącą dane z orbiterów z interpretacją geologiczną. Razem składa się to na kompetencję, której w Europie nie ma zbyt wielu graczy: umiejętność wskazania, gdzie na Księżycu kopać i czy w ogóle warto.

Dla polskiego sektora kosmicznego, który w ostatnich latach wszedł w fazę szybkiego wzrostu, kontrakt ma znaczenie wykraczające poza budżet pojedynczego studium. Agencje kosmiczne planują stałą obecność na Księżycu, a decyzje o tym, czyje technologie i czyje analizy posłużą do planowania baz oraz instalacji wydobywczych, zapadają właśnie teraz. Jeśli wyliczenia zespołu Mirores staną się punktem odniesienia dla ESA, polskie firmy zajmą miejsce przy stole, przy którym rozdzielane będą zadania warte w nadchodzących dekadach miliardy euro.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi