Na polskie stragany i rynki hurtowe trafia coraz więcej czereśni z zagranicy, a do Związku Sadowników RP docierają sygnały, że część z nich jest przepakowywana i sprzedawana jako polska. Organizacja zaapelowała do resortu rolnictwa o pilne kontrole jakości i oznaczeń pochodzenia, a kilkanaście godzin później ruszyły one naprawdę.
Bronisze zalane czereśniami z Serbii, Grecji i Hiszpanii
W ubiegłym tygodniu rynek hurtowy Bronisze pod Warszawą został zalany importowanymi czereśniami. Maciej Kmera, ekspert rynku hurtowego, wskazywał, że owoce, które trafiły tam w dużych ilościach, pochodzą między innymi z Serbii, Grecji i Hiszpanii. Skala dostaw była na tyle duża, że temat szybko wyszedł poza pojedynczy rynek.
Importowane owoce nie należą przy tym do najtańszych. Jak podaje portal sadyogrody.pl, ceny wynosiły około 15 zł za kilogram w przypadku najmniejszych kalibrów oraz 22 zł za kilogram za największe, wyselekcjonowane owoce. We wtorek 23 czerwca z internetowych notowań wynikało, że importowane czereśnie kosztują na Broniszach od 16 do 25 zł za kilogram. Problem, jak zaznaczają sadownicy, nie dotyczy jednak tylko jednego rynku hurtowego, lecz rozlewa się na handel w całym kraju.
Sygnały o przepakowywaniu owoców jako polskie
Sednem apelu sadowników jest jednak nie sama skala importu, lecz sposób, w jaki część tych owoców trafia do klienta. Związek Sadowników RP zaznacza, że do organizacji docierają sygnały o przypadkach przepakowywania importowanych czereśni do opakowań sugerujących polskie pochodzenie. Innymi słowy, owoce sprowadzone z zagranicy mają być przesypywane i sprzedawane jako krajowe, co wprowadza konsumenta w błąd.
W reakcji na to organizacja złożyła wniosek o pilne podjęcie kontroli jakości importowanych czereśni, szczególnie w zakresie badania pozostałości środków ochrony roślin w przypadku owoców sprowadzanych spoza Unii Europejskiej. Tego typu działania mają wesprzeć ochronę zdrowia konsumentów oraz zwiększyć transparentność na rynku spożywczym. Sadownicy podkreślają przy tym, że kupujący powinni otrzymać pełną informację o pochodzeniu produktów, które trafiają do sklepów.
Jak czytamy w komunikacie, prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski pozostaje w stałym kontakcie z ministrem rolnictwa i rozwoju wsi Stefanem Krajewskim, a obie strony mają wspólnie podejmować działania ograniczające nielegalny proceder w handlu czereśniami.
IJHARS ruszył z kontrolami w kilkanaście godzin
Apel sadowników spotkał się z szybką reakcją instytucji państwowej. Już kilkanaście godzin po jego wystosowaniu Główny Inspektorat Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych poinformował, że trwają kontrole mające sprawdzić jakość czereśni trafiających na rynek oraz prawidłowość ich oznakowania.
Instytucja przypomina, jakie obowiązki spoczywają na sprzedawcach. Na etykiecie czereśni musi być podany kraj pochodzenia. Jeśli owoce są sprzedawane luzem, sprzedawca powinien dodatkowo umieścić przy nich flagę państwa, z którego pochodzą. Dzięki temu klienci mogą szybko sprawdzić źródło produktu, nawet bez analizowania etykiety. To zaś daje konsumentowi konkretne narzędzie do weryfikacji, czy czereśnie spod znaku polskiego sadu rzeczywiście wyrosły w Polsce.
Powtórka scenariusza znanego z truskawek
Sprawa czereśni wpisuje się w szerszy schemat, który w tym sezonie dotknął już inne owoce. Wcześniej podobne emocje budził napływ importowanych truskawek, w przypadku których również mówiło się o zalewaniu rynku tańszym towarem z zagranicy i presji na ceny płacone polskim plantatorom. Mechanizm jest tu zbliżony, bo w szczycie krajowego sezonu na rynek trafiają duże partie owoców z importu, co uderza w rodzimych producentów.
Różnica polega na tym, że w przypadku czereśni nacisk pada nie tylko na cenę, ale przede wszystkim na kwestię oznaczania pochodzenia i bezpieczeństwa żywności. Kontrola pozostałości środków ochrony roślin w owocach spoza Unii Europejskiej oraz weryfikacja, czy importowany towar nie jest sprzedawany jako polski, to dwa odrębne problemy, które łączą się w jednym apelu sadowników. Dla konsumenta praktyczny wniosek jest prosty, czyli warto zwracać uwagę na etykietę i flagę kraju pochodzenia przy owocach sprzedawanych luzem.
