Gdy rząd zaczynał prace nad limitem zarobków w ochronie zdrowia, mówiono o najwyżej kilkuset lekarzach, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie. Teraz Ministerstwo Zdrowia podaje zupełnie inny rząd wielkości. „Okazało się, że nie jest to kilkuset lekarzy, tylko to już poszło w tysiące”, powiedział w Senacie wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, cytowany przez serwis Rynek Zdrowia.
Według wiceministra lekarze milionerzy mogą stanowić ponad 10 proc. wszystkich praktykujących lekarzy. W Polsce jest ich 143 tys., co oznacza, że chodzi nawet o ponad 14 tys. osób. Maciejewski zastrzegł, że to szacunki oparte na danych zbieranych przez posłów, senatorów i inne instytucje, a nie oficjalne statystyki.
Z kilkuset do kilkunastu tysięcy
Ministerstwo przez długi czas opierało się na danych Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Wynikało z nich, że próg 1 mln zł przekracza 1 do 1,5 proc. lekarzy. Jak tłumaczy Rynek Zdrowia, dane były jednak niepełne, bo nie uwzględniały lekarzy pracujących jednocześnie w kilku placówkach. Były prezes agencji Daniel Rutkowski oceniał później ten odsetek na 5 do 10 proc.
Problem polegał na tym, że agencja nie mogła połączyć zarobków jednej osoby z różnych umów. Jej obecny szef Przemysław Rzodkiewicz potwierdził to w rozmowie z Interią. Pełne dane mają być znane w styczniu 2027 r. „Wtedy będziemy mogli o tych kominach jasno powiedzieć, gdzie, w jakiej skali i jakiej wysokości one występują”, zapowiedział Maciejewski.
| Odsetek lekarzy z zarobkami powyżej 1 mln zł rocznie, kolejne szacunki | Proc. |
|---|---|
| Dane AOTMiT, górna granica | 1,5 |
| Daniel Rutkowski, górna granica | 10 |
| Tomasz Maciejewski | ponad 10 |
Źródło: Ministerstwo Zdrowia, AOTMiT
Limit 240 zł za godzinę pracy
Nowe szacunki padły w trakcie debaty nad ustawą, która ma ograniczyć zarobki medyków w publicznym systemie. Uchwalona przez Sejm ustawa przewiduje górny limit 240 zł brutto za godzinę i 76,8 tys. zł miesięcznie. To najważniejsza z pięciu ustaw rządowego pakietu naprawczego dla ochrony zdrowia, nad którymi pracuje Senat.
Krytycy ostrzegają, że lekarze przeniosą się do prywatnych placówek. Ministerstwo tego nie przewiduje. „Nie spodziewam się większego przemieszczania się w zakresie zawodu lekarza”, mówił senatorom Maciejewski. Według jego wyliczeń w pierwszym roku obowiązywania ustawy z publicznego systemu odejdzie najwyżej około 1 tys. lekarzy. Wiceminister przypomniał, że około 90 proc. personelu medycznego już teraz pracuje równocześnie w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia, a sektor prywatny może mieć trudności z przyjęciem kolejnych osób.
Zobacz również:
BIZNES · 04.11.2026Europa zamieniła rosyjski gaz na amerykański. Ekspert: „wchodzimy w inny monopol”NFZ nie odczuje oszczędności od razu
Budżet Narodowego Funduszu Zdrowia nie odczuje szybko skutków limitu. „W pierwszym roku na pewno nie zobaczymy tego efektu po stronie Narodowego Funduszu Zdrowia”, przyznał w Senacie wiceprezes NFZ Jakub Szulc. Jak wyjaśnił, niższe koszty odczują najpierw szpitale i przychodnie. Wydatki funduszu zmienią się dopiero wtedy, gdy agencja przygotuje nową wycenę świadczeń.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Przeciwnicy ustawy w Senacie mówili o zagrożeniu dla szpitali. Jak relacjonował portal TVN24, senator PiS Waldemar Kraska pytał, czy ktoś policzył, ilu pracowników ograniczy godziny pracy, i ostrzegał przed zamykaniem oddziałów. Senator Wojciech Konieczny, były wiceminister zdrowia, nazwał limit 240 zł za godzinę niebezpiecznym i ostrzegał, że może wypchnąć lekarzy z izb przyjęć.
Zastrzeżenia mają też pracodawcy. Waldemar Malinowski, reprezentujący pracodawców szpitali powiatowych, sprzeciwiał się wymogowi, by medyk był zatrudniony w placówce co najmniej na pół etatu, bo przychodnie nie są w stanie zapewnić takich etatów. Ostrzegał, że przy sześciomiesięcznym okresie przejściowym braki kadrowe pojawią się już w marcu. Lewica zaproponowała obniżenie tego wymogu do jednej czwartej etatu. Konieczny zwracał z kolei uwagę, że szpitale posiadające własny sprzęt do diagnostyki obrazowej nie mogłyby zawierać umów z grupami radiologów, a gdyby aparat należał do prywatnej firmy, takie umowy byłyby możliwe.
Spór o zakaz pracy dla nieuczciwych lekarzy
Najwięcej emocji budzi przepis nazywany „lex K.”. Zgłosił go w Sejmie poseł Janusz Cieszyński, a izba poparła go 416 głosami. Prezes NFZ mógłby zakazać lekarzowi udzielania świadczeń finansowanych z publicznych pieniędzy, jeśli ten poświadczył nieprawdę w dokumentacji, na przykład w ewidencji czasu pracy, zwolnieniach lekarskich lub receptach. Zakaz miał trwać od miesiąca do 8 lat, a przy recydywie dożywotnio.
Senacka komisja zdrowia usunęła ten przepis, a biuro legislacyjne Senatu uznało go za prawdopodobnie niezgodny z konstytucją. W środę senator Tomasz Grodzki zgłosił jednak nową poprawkę. Według Rynku Zdrowia zakaz miałby zapadać dopiero po prawomocnym wyroku sądu i trwać najwyżej 5 lat, a sankcje nie obejmowałyby zwolnień lekarskich, które sprawdza ZUS. Poprawka trafiła z powrotem do senackiej komisji zdrowia. Jeśli Senat wprowadzi do ustawy zmiany, będzie musiał się nimi zająć jeszcze Sejm.
