Tajne rozmowy o Nord Stream. Amerykanie chcą dzielić zyski z Rosją

Rozmowy toczyły się w ostatnich tygodniach w Moskwie i Nowym Jorku, z dala od kamer i oficjalnych komunikatów. Jak ustaliła agencja Reutera, powołując się na pięć źródeł, po stronie amerykańskiej uczestniczyli w nich Jared Kushner, zięć i specjalny wysłannik Donalda Trumpa, oraz drugi wysłannik Steve Witkoff. Po stronie rosyjskiej zasiadał Kirill Dmitrijew, bliski doradca Władimira Putina. Tematem było wprowadzenie amerykańskiego inwestora do gazociągu Nord Stream i podział zysków z dostaw rosyjskiego gazu do Europy po zakończeniu wojny na Ukrainie.

- Reklama -

To kolejny element gospodarczego zbliżenia Waszyngtonu i Moskwy. W piątek Stany Zjednoczone zawiesiły sankcje na eksport rosyjskiego oleju napędowego po porozumieniu Trumpa z Putinem, co Wołodymyr Zełenski nazwał inwestycją w wojnę. Kushner, jak opisuje Reuters, traktuje zacieśnianie relacji biznesowych jako kluczowy element przywracania pokoju i uczestniczy w próbach wynegocjowania rozejmu między Rosją a Ukrainą.

Na stole także rafinerie i stacje Łukoilu

Rozmowy wykraczają poza sam gazociąg. Według źródeł Reutera dotyczyły też przejęcia europejskich aktywów Łukoilu, w tym rafinerii i sieci stacji paliw. Wykupić miałoby je konsorcjum z udziałem amerykańskiej rządowej agencji DFC oraz inwestorów z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a Rosja w zamian liczyłaby na zniesienie amerykańskich sankcji.

Biały Dom studzi emocje, ale nie zaprzecza. Jego przedstawiciel, cytowany przez Reutera, stwierdził, że ewentualne umowy dotyczące gazociągu musiałyby zostać wynegocjowane z DFC i Departamentem Skarbu oraz przynosić bezpośrednie korzyści amerykańskim podatnikom i firmom. Zaznaczył jednak, że ostatnio nie prowadzono rozmów bezpośrednio o Nord Stream.

Bez zgody Europy ani kroku

Prawna układanka jest skomplikowana. Gazprom posiada 51 proc. udziałów w spółce zarządzającej Nord Stream, a resztę mają firmy z Niemiec, Francji i Holandii. Ewentualne wznowienie przesyłu wymagałoby zniesienia sankcji zarówno amerykańskich, jak i unijnych, a na to zgody w Europie nie widać.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Berlin oficjalnie podkreśla, że gazociąg jest objęty sankcjami, a Niemcy znalazły alternatywne źródła dostaw i nie zamierzają wracać do rosyjskiego surowca. Niemieccy politycy ostrzegają wprost przed „brudnym dealem” kosztem Europy. Jedyną znaczącą siłą polityczną w Niemczech popierającą powrót dostaw z Rosji jest AfD, której kierownictwo ma się spotkać z Dmitrijewem na początku przyszłego roku. Zdecydowany sprzeciw wobec jakiejkolwiek reaktywacji Nord Stream wyrażają też władze w Warszawie.

Stawka dla Polski to nie tylko polityka

Dla Polski powrót rosyjskiego gazu do europejskiej sieci oznaczałby podważenie sensu miliardowych inwestycji w dywersyfikację, od Baltic Pipe po terminale LNG. Polskie firmy i odbiorcy przestawili się na dostawy z kierunku norweskiego i amerykańskiego, a krajowa infrastruktura stała się atutem w regionie, z którego korzystają dziś także sąsiedzi odcięci od tańszego surowca.

Scenariusz, w którym amerykański kapitał zarabia na przesyle rosyjskiego gazu do Niemiec, byłby też testem spójności zachodnich sankcji. Gdyby Waszyngton faktycznie wszedł do Nord Stream, presja na ich stopniowe luzowanie wzrosłaby skokowo, a wraz z nią pozycja negocjacyjna Kremla. Na razie jednak, jak wynika z ustaleń Reutera, rozmowy pozostają sondażowe, a żadna umowa nie została zawarta.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi