Do firm zaczęły trafiać pisma, których w przepisach nikt nie przewidział. Jak alarmuje Federacja Przedsiębiorców Polskich, inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy jeszcze przed wszczęciem formalnych kontroli wręczają zatrudnionym tak zwane listy samokontroli, czyli ankiety dotyczące warunków współpracy, jak opisuje money.pl. Do Federacji dotarły sygnały o około kilkunastu takich przypadkach.
Spór wybuchł w newralgicznym momencie. Od początku lipca inspektorzy pracy mogą decyzją administracyjną przekształcać umowy cywilnoprawne w umowy o pracę tam, gdzie wykonywana praca ma cechy stosunku pracy. Nowe uprawnienie, będące kamieniem milowym Krajowego Planu Odbudowy, w pierwszej fazie działa na wniosek zatrudnionych, a w drugiej inspekcja ma sama typować firmy do kontroli na podstawie danych ze skarbówki i ZUS. Pod koniec lipca prezydent Karol Nawrocki skierował przepisy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej.
Ekspertka: takiego trybu nie zna ustawa
Zdaniem prof. Grażyny Spytek-Bandurskiej z FPP rozsyłanie ankiet przed kontrolą nie ma znanej podstawy prawnej, bo nie jest ani kontrolą, ani procedurą prewencyjną. Ekspertka wskazuje, że artykuł 23 ustawy o PIP, na który powołują się inspektorzy, dotyczy uprawnień wykorzystywanych w trakcie kontroli, a nie przed jej rozpoczęciem, więc sięganie po niego wcześniej uważa za nadużycie. Zwraca też uwagę, że pracodawcy nie byli informowani o działaniach, a celu pytań nikt nie wyjaśniał.
Szef FPP Marek Kowalski wyraża nadzieję, że to inicjatywa pojedynczego, nadgorliwego inspektora, a nie praktyka systemowa, i zapowiada wystąpienie do PIP o wyjaśnienia. Główny ekonomista Federacji Łukasz Kozłowski ocenia, że inspekcja chce zmaksymalizować liczbę przekształconych umów, a błędem reformy było samo oddanie inspektorom władzy nad formą zatrudnienia. Zamiast tego proponuje pełne oskładkowanie umów zleceń, które jego zdaniem zdjęłoby z systemu arbitralność.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Zobacz również:
BIZNES · 30.10.2026Niemiecki gigant wygrał proces o Roundup. W kolejce czeka 65 tys. pozwówDuzi pod lupą, mali poza radarem
Kozłowski zwraca uwagę na jeszcze jedną nierównowagę. Według niego firmy duże i średnie są kontrolowane około 24 razy częściej niż małe i mikro, które wypadają inspekcji z pola widzenia. Taka asymetria, ostrzega ekonomista, może utrwalać rozdrobnienie gospodarki i budować dwubiegunowy rynek pracy, na którym te same praktyki raz są ścigane, a raz uchodzą płazem.
Inspekcja odpiera zarzuty. Rzecznik PIP Mateusz Rzemek tłumaczy, że lista samokontroli to zestaw pytań wykorzystywany podczas kontroli jako narzędzie pomocnicze, a nie odrębny etap przed jej wszczęciem. Zapewnia, że inspekcja działa zgodnie z prawem i procedurami, nie toleruje naruszeń i skontaktowała się z FPP w celu wyjaśnienia sprawy. Zaznacza przy tym, że Federacja nie podała miejsc ani dat opisywanych zdarzeń, co utrudnia weryfikację zarzutów.
Dla setek tysięcy osób pracujących na kontraktach B2B i zleceniach spór nie jest teoretyczny. Od tego, jak inspekcja będzie korzystać z nowych uprawnień, zależy, czy przekształcenia umów pozostaną narzędziem ochrony najsłabszych, czy staną się masowym instrumentem zmieniającym reguły gry dla całych branż, od IT po logistykę.
