Napisz do nas

Polska na liście zagrożonych. Ekonomiści ostrzegają przed narastającym długiem

Rosnący dług publiczny przestaje być problemem przyszłości, a zaczyna być realnym zagrożeniem dla największych gospodarek. Polska znalazła się w grupie sześciu państw, które według wyliczeń ekonomistów z Bruegel Institute mają przed sobą najtrudniejsze zadanie porządkowania finansów publicznych.

- Reklama -

Obok Polski na tej liście znalazły się Francja, Rumunia, Słowacja, Wielka Brytania i USA. Wspólny problem jest ten sam. Żeby zatrzymać dalszy wzrost zadłużenia, te kraje muszą w ciągu najbliższych lat mocno ograniczyć wydatki albo zwiększyć dochody budżetowe.

W przypadku Polski skala wyzwania jest ogromna. Z wyliczeń wynika, że potrzebna byłaby poprawa salda pierwotnego o ponad 5 pkt proc. PKB względem poziomu z 2024 r. W praktyce oznacza to konieczność znalezienia nawet 180–200 mld zł poprzez cięcia wydatków lub wyższe wpływy.

To nie jest tylko polski problem. Międzynarodowy Fundusz Walutowy alarmuje, że globalny dług publiczny sięgnął w 2025 r. 93,9 proc. światowego PKB i prawdopodobnie w ciągu dwóch lat przekroczy 100 proc. To najwyższy poziom od zakończenia II wojny światowej.

Tym razem sytuacja jest jednak trudniejsza niż po 1945 r. Wtedy kraje Zachodu korzystały z tzw. dywidendy pokoju i mogły ograniczać wydatki wojskowe. Dziś jest odwrotnie. Rosnące nakłady na zbrojenia tylko zwiększają presję na budżety.

- Reklama -

Ekonomiści zwracają uwagę, że niskie stopy procentowe przez lata usypiały czujność rządów. Zadłużanie było tanie, więc odkładano trudne decyzje. Teraz koszty obsługi długu rosną, a przestrzeń do dalszego pożyczania szybko się kurczy.

W USA problem wygląda szczególnie groźnie. Tam same odsetki od długu wzrosły z około 2 proc. PKB przed pandemią do 4,2 proc. PKB w 2025 r. To już więcej niż wydatki na obronność. Według części prognoz relacja długu do PKB może w kolejnych dekadach niemal się podwoić.

Autorzy analiz ostrzegają, że jeśli rynki stracą cierpliwość, skutki mogą być bardzo bolesne. Alternatywą dla uporządkowania finansów publicznych są oszczędności, wyższa inflacja, finansowe zaciskanie pasa, a w skrajnym przypadku nawet niewypłacalność.

W tle jest też głębszy problem. Część ekonomistów uważa, że rosnący dług publiczny to efekt narastających nierówności. Bogaci gromadzą oszczędności, popyt w gospodarce słabnie, a państwo próbuje go podtrzymywać właśnie przez coraz większe deficyty.

To oznacza, że dług nie rośnie przypadkiem, ale staje się sposobem podtrzymywania wzrostu. Problem w tym, że taki model ma swoje granice, a wiele krajów właśnie się do nich zbliża.

- Reklama -

źródło: biznes.interia.pl

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi