W nocy z 13 na 14 października ukraińscy operatorzy dronów dalekiego zasięgu zauważyli, że ich maszyny tracą łączność przy większych prędkościach. Terminale Starshield, wojskowej wersji Starlinka, zaczęły utrzymywać połączenie jedynie do 160 km/h, co pogorszyło skuteczność uderzeń naprowadzanych przez system. Jak ustaliła agencja Reuters, na którą powołują się m.in. tvn24.pl i rmf24.pl, decyzja o ograniczeniu działania systemu zapadła w Białym Domu. Źródła agencji nie wskazały jednak, kto konkretnie ją podjął.
Próg 160 km/h w praktyce rozdziela dwa światy bezzałogowców: wolniejsze maszyny obserwacyjne i logistyczne mieszczą się w limicie, natomiast szybkie drony uderzeniowe dalekiego zasięgu wypadają poza niego. Ograniczenie uderza więc przede wszystkim w zdolność rażenia celów w głębi Rosji, a w mniejszym stopniu w codzienną łączność na froncie.
Łączność wróciła, limit prędkości został
Ograniczenie nie oznacza całkowitego wyłączenia systemu. Według doniesień Reutersa terminale ponownie funkcjonują w ruchu, ale z utrzymanym limitem prędkości. Dla ukraińskiej armii to poważny problem operacyjny, bo szybkie drony uderzeniowe, które wykorzystują satelitarną łączność do naprowadzania w głębi terytorium Rosji, przy takim ograniczeniu stają się łatwiejsze do zestrzelenia i mniej precyzyjne.
Satelitarna łączność od SpaceX jest dla ukraińskiej armii układem nerwowym: spina dowodzenie, artylerię, drony i ewakuację medyczną od pierwszych tygodni rosyjskiej inwazji w 2022 r. Starshield, rządowa odmiana systemu, miał być odpowiedzią na obawy, że komercyjny Starlink może zostać wyłączony decyzją prywatnej firmy. Październikowy incydent pokazuje, że zmiana właściciela usługi z firmy na rząd przeniosła jedynie miejsce, w którym zapadają decyzje.
Trump i Musk odbijają piłeczkę
Polityczna burza wokół sprawy nabiera tempa. Wysoki rangą przedstawiciel amerykańskiej administracji zapewnia, że prezydent nigdy nie wystąpił z prośbą o ograniczenie systemu. Sam Donald Trump, cytowany przez CNBC, stwierdził, że to nie on podjął decyzję i nie sądzi, by zrobił to Elon Musk. Musk z kolei przerzucił odpowiedzialność na rząd USA, przypominając, że Starshield należy do amerykańskiej administracji i pozostaje pod jej kontrolą. W efekcie nikt oficjalnie nie przyznaje się do decyzji, której skutki ukraińscy wojskowi widzą na frontowych monitorach.
To zresztą nie pierwszy raz, gdy Waszyngton sięga po techniczne dźwignie w relacjach z Kijowem. Na początku 2025 r. administracja Trumpa czasowo ograniczyła dzielenie się danymi wywiadowczymi z Ukrainą, gdy naciskała na rozpoczęcie rozmów z Rosją. Każdy taki epizod wzmacnia w Europie przekonanie, że zdolności krytyczne dla prowadzenia wojny nie mogą zależeć od jednego sojusznika, nawet najpotężniejszego.
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 15.10.2026Polacy policzą, czy kopanie na Księżycu się opłaca. Zlecenie przyszło z ESANacisk na Kijów w tle
Kontekst sprawy trudno uznać za przypadkowy. Jak wskazuje Reuters, ograniczenie zbiegło się z narastającymi napięciami między Waszyngtonem a Kijowem, a administracja Trumpa domaga się od Ukrainy wstrzymania ataków na rosyjskie rafinerie ropy naftowej. Cytowany przez rmf24.pl analityk George Barros ocenia, że nasilenie politycznej presji na Kijów najprawdopodobniej miało wpływ na ograniczenie działania terminali. Satelitarna łączność staje się więc kartą przetargową w rozgrywce o kształt ewentualnych rozmów pokojowych. Ukraińskie uderzenia w rafinerie realnie ograniczyły rosyjski eksport paliw i podbiły ceny na globalnym rynku, co uderza także w amerykańskich kierowców, i to właśnie ten wątek, zdaniem komentatorów, najbardziej uwiera Waszyngton.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Niejasny podział odpowiedzialności między Białym Domem, Pentagonem a SpaceX jest w tej historii osobnym problemem. Skoro nikt nie przyznaje się do wydania polecenia, Kijów nie wie, z kim negocjować przywrócenie pełnej funkcjonalności, a sojusznicy Ukrainy nie wiedzą, czyje zapewnienia o ciągłości usługi cokolwiek gwarantują.
Lekcja zależności także dla Polski
Starshield to zbudowana przez SpaceX wojskowa odmiana Starlinka, sprzedawana rządowi USA wraz z usługami łączności. Historia z limitem prędkości pokazuje, że nawet najnowocześniejszy system łączności ma właściciela, a ten może jednym poleceniem zmienić parametry usługi na teatrze wojny. To ostrzeżenie również dla Warszawy: Polska od początku rosyjskiej inwazji finansowała terminale Starlink dla Ukrainy i sama coraz szerzej korzysta z komercyjnej łączności satelitarnej, od wojska po służby ratunkowe.
Uzależnienie od jednego prywatnego dostawcy od dawna niepokoi europejskie stolice, co napędza prace nad unijną konstelacją łączności rządowej IRIS2. Dla biznesu satelitarnego płynie z tej historii prosty wniosek: klienci rządowi będą coraz mocniej naciskać na gwarancje suwerenności usługi, zapisy o braku ingerencji i alternatywnych dostawców. A dla Ukrainy, przynajmniej na razie, pozostaje latanie wolniej, niż pozwala technika, bo tak zdecydował ktoś w Waszyngtonie, do czego nikt nie chce się przyznać. Pytanie, czy limit zniknie wraz z poprawą relacji między stolicami, czy stanie się stałym narzędziem nacisku, pozostaje otwarte.
