Największy partner Polski hamuje. Zamówienia przemysłu runęły o ponad 10 proc.

W comiesięcznym raporcie niemieckiego ministerstwa gospodarki padło zdanie, na które z niepokojem patrzą tysiące polskich eksporterów. Jak podaje agencja Reuters, resort ocenił, że dynamika wzrostu w III kwartale prawdopodobnie przejściowo osłabła, a perspektywy dla przemysłu pozostają stonowane. Popyt krajowy w najbliższym czasie nie doda gospodarce impulsu, bo dławią go wyższe ceny energii, niepewność i koszty finansowania.

- Reklama -

Ta ocena zbiegła się z serią danych, które od tygodni rysują obraz gospodarki balansującej na granicy stagnacji. Niemiecki przemysł wciąż nie odrobił strat po kryzysie energetycznym, a popyt zagraniczny nie równoważy słabości krajowej konsumpcji.

Zamówienia w dół o 10,6 proc.

Twarde dane z niemieckiego przemysłu są rozchwiane jak rzadko kiedy. Według federalnego urzędu statystycznego Destatis nowe zamówienia w przetwórstwie spadły w sierpniu o 10,6 proc. miesiąc do miesiąca. Za niemal cały spadek odpowiada kategoria pozostałego sprzętu transportowego, po lipcu, który przyniósł wyjątkowo duże kontrakty na statki i tabor kolejowy. Po wyłączeniu wielkich zamówień spadek wyniósł już tylko około 0,1 proc., co pokazuje, że podstawowy biznes niemieckich fabryk raczej dryfuje, niż tonie.

Nieco lepiej wypadła produkcja przemysłowa, która w sierpniu wzrosła o 2 proc. miesiąc do miesiąca, wyraźnie powyżej prognoz i po spadku o 1,2 proc. w lipcu. Haczyk tkwi w strukturze: dużą część odbicia zapewniło budownictwo, a produkcja z wyłączeniem energii i budownictwa urosła o skromniejsze 0,6 proc.

Rozjazd między twardymi danymi a nastrojami widać w całej niemieckiej gospodarce. Sierpniowe odbicie produkcji nastąpiło po serii słabych miesięcy, a poziom aktywności przemysłu wciąż odstaje od tego sprzed kryzysu energetycznego. Firmy wstrzymują się z decyzjami, czekając na rozstrzygnięcia w polityce handlowej i energetycznej, przez co inwestycje prywatne pozostają w zastoju.

Energia znów dusi fabryki

Powody zadyszki wymieniane przez ministerstwo brzmią znajomo. Ceny energii w Europie podbiła wojna na Bliskim Wschodzie i paraliż dostaw przez cieśninę Ormuz, a niemiecka inflacja jest najwyższa od blisko trzech lat. Do tego dochodzą rosnące koszty finansowania oraz niepewność handlowa w relacjach z USA i Chinami. Dla przemysłu, który od lat konkuruje głównie jakością i skalą, każdy z tych czynników oznacza odkładanie inwestycji i ostrożniejsze zakupy komponentów.

Niemieccy konsumenci też nie kwapią się do wydawania. Inflacja za Odrą jest najwyższa od blisko trzech lat, napędzana głównie cenami energii, które podbiła wojna na Bliskim Wschodzie. Wyższe rachunki za prąd, gaz i paliwa zjadają siłę nabywczą gospodarstw domowych dokładnie w momencie, w którym przemysł liczył na ożywienie popytu wewnętrznego. W tych warunkach resort gospodarki unika deklarowania szybkiego odbicia i mówi jedynie o przejściowym charakterze osłabienia, nie podając przy tym żadnych konkretnych prognoz liczbowych dla III kwartału.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Polska gospodarka jedzie na niemieckim silniku

Dla Polski kondycja zachodniego sąsiada to nie akademicka dyskusja. Niemcy pozostają największym partnerem handlowym naszego kraju, a polskie fabryki są głęboko wszyte w niemieckie łańcuchy dostaw, od części samochodowych przez meble po chemię i maszyny. Gdy niemiecki przemysł ogranicza zamówienia, polscy poddostawcy odczuwają to zwykle z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Sygnały ostrzegawcze już się pojawiły: GUS pokazał niedawno rosnący deficyt w polskim handlu zagranicznym, a przedsiębiorcy w badaniach koniunktury wskazują słabnący popyt zagraniczny jako jedną z głównych barier.

- Reklama -

Najbardziej wrażliwa jest motoryzacja, najgłębiej spleciona z niemieckimi koncernami. Polskie zakłady dostarczają im komponenty, od wiązek elektrycznych po układy napędowe, więc każde cięcie produkcji w Wolfsburgu, Stuttgarcie czy Monachium rozchodzi się echem po Śląsku, Wielkopolsce i Dolnym Śląsku. Podobnie działa to w meblarstwie i produkcji AGD, gdzie niemieccy odbiorcy hurtowi składają zamówienia z wyprzedzeniem zależnym od własnych prognoz sprzedaży.

Skala powiązań jest trudna do przecenienia: od kondycji niemieckich fabryk zależą zamówienia dla tysięcy polskich firm, miejsca pracy w regionach przygranicznych i kursy zamówień eksportowych ujęte w budżetach na przyszły rok. Jest i druga strona medalu. Słabość niemieckiego przemysłu od miesięcy skłania tamtejsze firmy do przenoszenia części produkcji do tańszych lokalizacji, na czym korzystają polskie zakłady, od Opola po Pomorze. Ministerstwo w Berlinie podkreśla, że osłabienie wzrostu powinno mieć charakter przejściowy. Jeśli ten scenariusz się ziści, polscy eksporterzy przezimują bez większych strat. Jeśli nie, czwarty kwartał pokaże, jak dużo polskiego PKB wisi na niemieckiej koniunkturze. Pierwszą podpowiedź przyniosą już październikowe badania koniunktury i dane o nowych zamówieniach eksportowych, które GUS i Destatis opublikują w nadchodzących tygodniach.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi