Przez dwa lata Waszyngton przekonywał Europę, by odcięła się od rosyjskich surowców. Teraz, jak ujawnił w niedzielę dziennik Wall Street Journal, administracja Donalda Trumpa gra w zupełnie inną grę. Stany Zjednoczone popierają szybkie wznowienie sprzedaży rosyjskiego gazu do Europy gazociągami biegnącymi przez Ukrainę, o czym informuje za amerykańskim dziennikiem wnp.pl. Zdaniem amerykańskich negocjatorów taki ruch miałby skłonić Rosję do zawieszenia broni w sektorze energetycznym jeszcze przed zimą.
Pomysł nie narodził się wczoraj. Według WSJ wysłannicy Trumpa, Jared Kushner i Steve Witkoff, zgłosili go już podczas wrześniowych wizyt w Moskwie i Kijowie, co potwierdzili urzędnicy z Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Europy. O wcześniejszej wersji tej koncepcji pisał w październiku także New York Times, według którego Ukraina na wstrzymaniu tranzytu rosyjskiego gazu traci około miliarda dolarów rocznie z opłat przesyłowych.
Escrow, amerykański pośrednik i obejście sankcji
Konstrukcja finansowa planu jest bezprecedensowa. Biały Dom proponował, aby Rosja deponowała wpływy ze sprzedaży gazu na rachunku escrow w państwie trzecim, co miałoby uniemożliwić Kremlowi finansowanie wojny z tych pieniędzy i jednocześnie obniżyć ceny energii przed zimą. Sama sprzedaż odbywałaby się przez amerykańskiego pośrednika, co pozwoliłoby obejść europejskie sankcje.
Taki układ dawałby amerykańskim inwestorom dostęp do wyjątkowo lukratywnego biznesu, a Ukraina mogłaby ponownie pobierać opłaty tranzytowe. Plan odłożono, gdy Kijów pod presją Trumpa jednostronnie wstrzymał ataki na rosyjskie rafinerie. Ostatnio jednak Ukraina wznowiła uderzenia w odpowiedzi na rosyjskie bombardowania obiektów energetycznych, co według WSJ może oznaczać powrót amerykańskiej koncepcji na stół.
Europa mówi o drugim Monachium
Oficjalnie Unia Europejska podtrzymuje plan całkowitego wycofania się z zakupów rosyjskiego gazu do końca 2027 r. i to się nie zmienia. Europejscy urzędnicy mieli sprzeciwić się amerykańskiemu pomysłowi, a w prywatnych rozmowach padają znacznie ostrzejsze słowa. Wysoki rangą urzędnik z krajów nordyckich stwierdził, że koncepcja jest sprzeczna ze wszystkim, za czym opowiadają się Europejczycy, a przedstawiciel jednego z dużych państw porównał ją wprost do oddania Hitlerowi Czechosłowacji przed II wojną światową.
Administracja Trumpa ma jednak zakładać, że europejski opór da się przełamać. Amerykański urzędnik cytowany przez WSJ ocenił, że błędem Niemiec nie był sam import, lecz budowa Nord Stream bez wcześniejszego porozumienia o bezpieczeństwie z Rosją. Waszyngton widzi możliwe ponowne uruchomienie tego gazociągu jako element szerszej umowy, która zakończyłaby wojnę na Ukrainie i unormowała relacje Europy z Moskwą.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Polska zbudowała niezależność, która może stanieć
Dla Polski to doniesienie ma podwójne dno. Z jednej strony gaz w Europie jest dziś wyjątkowo drogi, bo pod koniec października jego notowania przebiły symboliczną granicę 100 euro za megawatogodzinę i są najwyższe od czterech lat. Powrót rosyjskiego surowca zwiększyłby podaż i mógłby zbić ceny, co odczułyby rachunki firm i gospodarstw domowych w całej Unii.
Z drugiej strony Polska od 2022 r. konsekwentnie budowała system dostaw całkowicie niezależny od Rosji, oparty na gazoporcie, Baltic Pipe i kontraktach z dostawcami od Kataru po Stany Zjednoczone. Wznowienie rosyjskiego tranzytu przez Ukrainę, w dodatku z amerykańskim pośrednikiem w roli beneficjenta, podważyłoby sens tej strategii i osłabiło pozycję krajów, które za dywersyfikację zapłaciły najwięcej. W Brukseli nieprzypadkowo padają więc porównania historyczne, bo stawką jest nie tylko cena gazu, ale cały kształt europejskiej polityki energetycznej po wojnie.
Na razie plan pozostaje propozycją, a nie decyzją. Jego losy będą zależeć od tego, czy Waszyngton uzna energetyczne zawieszenie broni za realne i czy Kijów zgodzi się otworzyć gazociągi, którymi jeszcze niedawno płynęło paliwo finansujące rosyjską armię.

