ABW zatrzymała pięciu menedżerów Orlenu. W tle tanie paliwo sprzed wyborów

Jesienią 2023 r. na stacjach Orlenu benzyna i diesel kosztowały 5,99 zł za litr, choć na całym kontynencie paliwa drożały. Kierowcy pamiętają z tamtych tygodni kolejki, limity tankowania i kartki z napisem o awarii dystrybutora. W poniedziałek do sprawy wróciły służby. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała pięciu byłych i obecnych menedżerów Orlenu, a prokuratura mówi o szkodzie sięgającej 4,1 mld zł.

- Reklama -

Pięć zatrzymań i zarzuty niegospodarności

Jak podaje bankier.pl, wśród zatrzymanych znalazł się członek zarządu koncernu z lat 2018 do 2024, dyrektor wykonawczy, dwóch dyrektorów departamentów oraz kierownik działu. Wszyscy odpowiadali w spółce za obszary związane z handlem hurtowym, polityką cenową i ustalaniem cen paliw. Usłyszeli zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków menedżerskich, czyli czyny ścigane jako niegospodarność na szkodę spółki.

Zatrzymani nie przyznali się do stawianych im zarzutów. Postępowanie prowadzi Prokuratura Krajowa, a śledztwo w sprawie polityki cenowej Orlenu toczy się od ponad dwóch lat. Do czasu prawomocnego wyroku wszystkich podejrzanych chroni domniemanie niewinności.

Biegli policzyli 4,1 mld zł

Według ustaleń śledczych, które przytacza bankier.pl, sprawa dotyczy okresu od 1 sierpnia do 15 października 2023 r., czyli tygodni bezpośrednio poprzedzających wybory parlamentarne. W tym czasie ceny detaliczne na stacjach koncernu miały być utrzymywane poniżej poziomu wynikającego z notowań ropy, kursu złotego i cen hurtowych w Europie. Biegli powołani w śledztwie oszacowali szkodę majątkową spółki na około 4,1 mld zł.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ocenił, że jesienią 2023 r. doszło do manipulacji cenami paliw przed wyborami oraz do złamania wewnętrznych procedur w strategicznej spółce z udziałem Skarbu Państwa. Jak relacjonuje money.pl, szef resortu mówił o działaniu na szkodę majątku narodowego, które miało służyć ratowaniu władzy ówczesnego obozu rządzącego.

Awarie dystrybutorów i turyści paliwowi

Polityka cenowa Orlenu z tamtego okresu była fenomenem na skalę europejską. Podczas gdy światowe ceny oleju napędowego rosły o około 40 proc., Polska była jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym paliwa na stacjach taniały. Różnica była tak duża, że po polskie paliwo masowo przyjeżdżali kierowcy z Niemiec, Czech i Słowacji. Koncern szacował później, że sąsiedzi wywieźli z Polski ponad 80 mln litrów paliw.

Sztucznie niska cena rozregulowała cały rynek. Niezależnym operatorom przestał się opłacać import, bo sprowadzanie paliwa z zagranicy oznaczało sprzedaż ze stratą. Na ponad 600 stacjach pojawiły się braki towaru, a obsługa tłumaczyła przerwy w sprzedaży awariami dystrybutorów. Wprowadzone limity tankowania miały powstrzymać wywóz paliwa w beczkach i dodatkowych zbiornikach.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Spółka broniła się rynkowymi argumentami

Ówczesny zarząd Orlenu konsekwentnie zaprzeczał, jakoby ceny miały związek z kalendarzem wyborczym. Koncern tłumaczył wtedy, że niższe ceny są efektem dobrych kontraktów na ropę i siły zakupowej połączonej grupy po fuzjach z Lotosem i PGNiG. Argumentował też, że na obniżkach korzystali polscy kierowcy, a nie akcjonariusze zagranicznych koncernów paliwowych.

- Reklama -

Śledczy patrzą na te same fakty inaczej. W ich ocenie spółka przez dwa i pół miesiąca rezygnowała z marży, na którą pozwalał rynek, a decyzje zapadały poza normalnymi procedurami korporacyjnymi. Właśnie różnica między ceną możliwą do uzyskania a ceną faktycznie stosowaną złożyła się na wyliczoną przez biegłych kwotę 4,1 mld zł.

Rachunek zapłacili akcjonariusze

Orlen pozostaje spółką giełdową, w której Skarb Państwa ma niespełna połowę akcji, a resztę kontrolują fundusze emerytalne i inwestorzy indywidualni. Utracona marża pomniejszyła zysk, z którego koncern finansuje inwestycje i wypłaca dywidendę, również do budżetu państwa. W praktyce koszt przedwyborczej polityki cenowej rozłożył się więc na wszystkich akcjonariuszy, w tym miliony Polaków oszczędzających w OFE i funduszach inwestycyjnych.

Dla rynku zatrzymania są też sygnałem w sprawie ładu korporacyjnego w spółkach kontrolowanych przez państwo. Menedżerowie, którzy wykonują polityczne zamówienia wbrew interesowi ekonomicznemu firmy, muszą się liczyć z osobistą odpowiedzialnością karną, nawet kilka lat po odejściu ze stanowisk. Sprawa wróci na wokandę, gdy prokuratura zdecyduje o ewentualnych środkach zapobiegawczych i skierowaniu aktu oskarżenia.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi