Środek lata od lat był najtańszym momentem na zakup opału, a w 2026 r. przyniósł coś przeciwnego. Ceny certyfikowanego pelletu drzewnego klasy A1 poszły w górę o 20 do 30 proc. rok do roku, a za tonę popularnego paliwa trzeba dziś zapłacić nawet 2100 zł. Dla blisko pół miliona gospodarstw ogrzewanych tym opałem to sygnał, że nadchodzący sezon grzewczy może okazać się wyraźnie droższy niż poprzedni.
Lato, które zamiast taniej przyniosło drożej
Skala zjawiska odbiega od wieloletniej normy. Według Polskiej Rady Pelletu średnie ceny detaliczne pelletu A1 wzrosły od czerwca 2025 r. o 20 do 30 proc., a w części regionów podwyżki są jeszcze wyższe. U autoryzowanych dystrybutorów stawki za paliwo premium sięgają od 2000 do 2500 zł za tonę, a w marketach budowlanych dochodzą do 3000 zł. Rynek ma przy tym realną wagę. Liczba użytkowników kotłów na pellet zbliża się do 450 tys. gospodarstw, co przekłada się na zapotrzebowanie rzędu 2 mln ton paliwa rocznie.
Dwa kierunki, które wskazuje ministra klimatu
Rząd nie ma na razie gotowego instrumentu obniżającego ceny, za to nazwał dwa kierunki działania. Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska w rozmowie w RMF FM wskazała po pierwsze poszukiwanie nowych rynków importu, po drugie postawienie na rozwój agropelletu wytwarzanego ze słomy i słonecznika, którego produkcję można uruchomić szybko. Pierwszy z tych kierunków ma zaadresować dawny problem, bo po zamknięciu importu drewna z Białorusi ceny surowca w Polsce poszły w górę, a alternatywnych źródeł o zbliżonej cenie i jakości przez lata nie znaleziono. Sama ministra obecną drożyznę tłumaczyła „boomem letnim”, czyli przesunięciem zakupów z zimy na lato, i zaznaczyła, że nie odpowiada w rządzie za surowce energetyczne.
Skąd wziął się letni skok cen?
Za nietypowym ruchem cen stoi kilka nakładających się czynników. Mroźna zima na przełomie 2025 i 2026 r. uszczupliła domowe zapasy, a doświadczenie tamtego kryzysu popchnęło właścicieli kotłów do wcześniejszych, wyprzedzających zakupów. To zaś sprawiło, że producenci wyprzedali towar bez klasycznych letnich promocji magazynowych. Po stronie podażowej doszedł deficyt trocin, z których powstaje pellet najwyższej klasy. Pozyskanie drewna z Lasów Państwowych zmniejsza się z 40 mln metrów sześciennych w 2024 r. do prognozowanych około 37 mln w bieżącym roku, a część rynku łączy to z leśnym moratorium wyłączającym cenne przyrodniczo obszary z gospodarki leśnej.
Rząd, UOKiK i postulaty branży
Reakcja państwa poszła dwoma torami naraz. Ministerstwo Energii, w którym sprawę prowadzi wiceminister Konrad Wojnarowski, zwróciło się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o zbadanie, czy wzrost cen nie wynika z czynników pozarynkowych. Kontrola nie potwierdziła zmowy cenowej, za to szef urzędu Tomasz Chróstny zawnioskował o interwencję i pomoc w zakupie paliwa dla gospodarstw o niskich dochodach. Swoje propozycje złożyła też branża. Polska Rada Pelletu postuluje ulgę podatkową dla nabywców pelletu A1 z fakturą oraz dopuszczenie pelletu agro do Listy zielonych urządzeń i materiałów, co otworzyłoby mu drogę do dofinansowań z programu Czyste Powietrze. Resort klimatu odrzuca przy tym pomysł tworzenia centralnych rezerw strategicznych paliwa, uznając je za ingerencję w rynek i rozwiązanie nieefektywne kosztowo.
Spór o przyczyny i realny koszt ogrzewania
Wokół źródeł drożyzny toczy się wyraźny spór. Część polityków opozycji i przedstawicieli branży drzewnej wskazuje na niedobór surowca, przeciwstawiając tegoroczne 37 mln metrów sześciennych wieloletniemu poziomowi bliższemu 41 mln. Druga strona tej debaty argumentuje, że w warunkach realnego niedoboru rosłyby ceny drewna, tymczasem te w ostatnich latach spadały, więc problemem jest raczej struktura popytu na biomasę niż sam brak drewna. Dla użytkownika najważniejszy pozostaje rachunek. Z analiz przywoływanych przez branżę wynika, że koszt uzyskania kilowatogodziny ciepła z pelletu sięga 0,56 zł, wobec 0,36 zł z gazu ziemnego i 0,19 zł z pompy ciepła w taryfie nocnej. To zaś ustawia niegdyś tani opał wśród droższych sposobów ogrzewania i sprawia, że najbliższe tygodnie, rozmowy z branżą oraz wynik postępowania UOKiK będą dla setek tysięcy gospodarstw ważniejsze niż zwykle.
