Instrukcja krótsza niż 100 chińskich znaków i kilkadziesiąt dolarów. Tyle wystarczyło, by programy oparte na sztucznej inteligencji samodzielnie znajdowały luki w zabezpieczeniach i włamywały się do systemów wielkich korporacji. Jak podaje bankier.pl za agencjami PAP i Reuters, posługujący się językiem chińskim haker skutecznie zaatakował w ten sposób systemy ponad 100 przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii i Japonii.
Maszyna pracowała, człowiek czekał na wyniki
Kampania ruszyła 25 września i objęła ponad 1200 stron internetowych. Haker korzystał z opartej na otwartym kodzie platformy Cairn oraz, jak wynika z ustaleń badaczy, prawdopodobnie z modeli DeepSeek i narzędzia Claude Code. Kluczową rolę odegrały tak zwane agenty AI, czyli programy wykonujące złożone, wieloetapowe zadania bez stałego nadzoru człowieka. Po otrzymaniu zwięzłej instrukcji same wyszukiwały podatności, testowały sposoby ich wykorzystania i uzyskiwały dostęp do systemów ofiar.
Ekonomia tego procederu powinna zaniepokoić każdy dział bezpieczeństwa. Cała kampania kosztowała hakera około 5 tys. dolarów, a pojedyncze skuteczne włamanie około 50 dolarów. Przeprowadzenie udanego ataku zajmowało agentom średnio 23 godziny, podczas których operator nie musiał robić praktycznie nic.
Zobacz również:
TECHNOLOGIE · 18.10.2026Kary dla Google przestały działać. Gigant odrabia je w dwa tygodnieNa liście ofiar znane marki
Wśród celów znalazły się spółki znane także polskim klientom: producent maszyn rolniczych Deere, wytwórca sprzętu AGD SharkNinja oraz silnikowy koncern Cummins. Deere poinformował, że nie ma dowodów na dostęp do poufnych informacji, a SharkNinja potwierdził naruszenie zabezpieczeń jednej ze swoich stron. Nie wiadomo, ile danych łącznie wykradziono.
Proceder wyszedł na jaw przez nieostrożność samego włamywacza. Badacz Snorre Fagerland z firmy NorForge natrafił na źle zabezpieczone instalacje platformy Cairn, które pozwoliły mu podglądać pracę agentów niemal na żywo. Dzięki temu świat po raz pierwszy zobaczył tak dokładnie, jak wygląda zautomatyzowana kampania hakerska prowadzona przez sztuczną inteligencję.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Koszt cyberataku spada do ceny biletu lotniczego
Eksperci nie mają wątpliwości, że to nie incydent, lecz początek trendu. Izraelska firma Gambit Security przypomina, że już w sierpniu rosyjskojęzyczni hakerzy z pomocą AI włamali się do siedmiu organizacji, a wrześniowe ataki na 25 firm zakończyły się kradzieżą danych co najmniej 600 tys. kart płatniczych. Autonomiczne narzędzia radykalnie obniżają próg wejścia do cyberprzestępczości, bo umiejętności, które kiedyś wymagały lat praktyki, można dziś zastąpić abonamentem i krótkim poleceniem.
Dla polskich firm wnioski są praktyczne. Skoro koszt pojedynczego włamania spada do 50 dolarów, opłacalne stają się ataki także na średnie i małe przedsiębiorstwa, które dotąd mogły czuć się poniżej radaru profesjonalnych grup. Automaty nie wybierają ofiar według prestiżu, tylko według luk w zabezpieczeniach, a przestarzała wtyczka w firmowym sklepie internetowym wystarczy, by znaleźć się na liście celów. Regularne aktualizacje, uwierzytelnianie dwuskładnikowe i audyty bezpieczeństwa przestają być fanaberią korporacji.
Paradoksalnie ta sama technologia pracuje też po drugiej stronie barykady. Firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem coraz częściej wykorzystują agentów AI do automatycznego wyszukiwania podatności we własnych systemach, zanim zrobią to przestępcy. Wyścig zbrojeń między atakującymi a obrońcami właśnie przeniósł się na poziom, na którym po obu stronach pracują maszyny, a o wyniku decyduje to, czyja sztuczna inteligencja pierwsza znajdzie dziurę w płocie.
