Do skrzynek lokatorów w całej Polsce trafiają w tych dniach listy od spółdzielni mieszkaniowych. Zarządcy bloków apelują o rozsądne korzystanie z ciepła i ostrzegają, że nadchodząca zima będzie wyjątkowo droga. Jak pisze bankier.pl za Faktem, w niektórych mieszkaniach ogrzewanie pochłania już ponad połowę miesięcznego czynszu, a spółdzielnie wprost zapowiadają, że opłaty mogą pójść w górę.
410 zł za ciepło przy 650 zł czynszu
Skalę problemu dobrze pokazuje przykład z Zielonej Góry, opisany przez bankier.pl. Właścicielka jednoosobowego mieszkania o powierzchni niespełna 44 m kw. w ocieplonym bloku z cegły płaci 650 zł czynszu, z czego prawie 410 zł to koszty ogrzewania. Samo ciepło odpowiada więc za około 63 proc. jej miesięcznych opłat, choć budynek przeszedł termomodernizację.
W gorszej sytuacji są mieszkańcy bloków, których nikt jeszcze nie ocieplił. Tam straty ciepła są największe, a rachunki rosną najszybciej. Presję na opłaty zwiększa też wygaśnięcie ustawowej ochrony cen ciepła systemowego, która przestała obowiązywać latem 2025 roku. Od tego czasu podwyżki taryf trafiają do lokatorów bez bufora. Money.pl opisywał przypadek warszawskiej spółdzielni WSBM Chomiczówka, gdzie po ostatnich podwyżkach mieszkanka płaci za ciepło i podgrzanie wody około 175 proc. stawki sprzed pięciu lat.
Spółdzielnie radzą, jak nie przepalać pieniędzy
W rozsyłanych pismach zarządcy przypominają zasady, które realnie obniżają rachunki. Wietrzyć należy krótko i intensywnie, przez 2 do 3 minut, tak aby nie wychłodzić ścian. Grzejniki powinny być odsłonięte, a zasłony i firanki sięgać najwyżej parapetu, bo meble i tkaniny zasłaniające kaloryfer zatrzymują ciepło przy oknie. Spółdzielnie zalecają też utrzymywanie zbliżonej temperatury we wszystkich pomieszczeniach oraz odpowietrzenie grzejników przed szczytem sezonu.
Osobny apel dotyczy klatek schodowych. Ciepło zużyte na ich ogrzanie rozliczane jest na wszystkich lokatorów, więc otwarte na oścież okna na półpiętrach podnoszą rachunki całej klatki. Spółdzielnie wraz ze strażakami przestrzegają natomiast przed dogrzewaniem mieszkań kuchenkami gazowymi, bo to prosta droga do zatrucia tlenkiem węgla.
Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł
Od stycznia 2027 roku zakręcenie kaloryferów przestanie się opłacać
Nowością, o której piszą zarządcy, są przepisy wchodzące w życie 1 stycznia 2027 roku. Mają one ukrócić zjawisko nazywane pasożytnictwem ciepłowniczym, czyli celowe zakręcanie grzejników i ogrzewanie mieszkania ciepłem przenikającym od sąsiadów przez ściany i stropy. Dotychczas poszkodowani sąsiedzi mogli jedynie powoływać się na przepisy o immisjach i dochodzić odszkodowania przed sądem, co w praktyce zdarzało się rzadko.
Po zmianach każdy lokal w budynku wielorodzinnym zostanie obciążony minimalną opłatą za ciepło, wynoszącą co najmniej 15 proc. zmiennych kosztów ogrzewania budynku. W rozliczeniach przyjęto też temperaturę bazową 16 stopni Celsjusza. Oznacza to, że całkowite zakręcenie kaloryferów nie wyzeruje już rachunku, a osoby, które przez lata ogrzewały się kosztem sąsiadów, zapłacą więcej niż do tej pory.
Dla lokatorów płynie z tego praktyczny wniosek. Zamiast wyłączać ogrzewanie całkowicie i liczyć na ciepło zza ściany, bardziej opłaca się utrzymywać umiarkowaną, stałą temperaturę w całym mieszkaniu. Rachunek za ciepło w nadchodzącym sezonie i tak będzie wysoki, ale różnica między rozsądnym a rozrzutnym korzystaniem z kaloryferów może sięgać kilkudziesięciu złotych miesięcznie na przeciętnym mieszkaniu. W budżecie domowym, w którym samo ogrzewanie potrafi kosztować tyle co rata niewielkiego kredytu, każda z tych złotówek ma znaczenie.

