Berlin chce przejmować mieszkania od gigantów. „Nie da się inwestować”

Szwedzki fundusz Heimstaden Bostad ma w Berlinie około 20 tys. mieszkań warte w sumie blisko 5 mld euro i właśnie zakręcił kurek z pieniędzmi na niemiecki rynek. Powodem jest plan berlińskiej koalicji, która chce odbierać lokale największym właścicielom. Prezes funduszu Christian Fladeland mówi wprost, że Niemcy stają się krajem, w którym nie da się inwestować, co relacjonuje money.pl.

- Reklama -

Powyżej 10 tys. mieszkań zacznie się wywłaszczanie

Rządzące Berlinem Lewica, SPD i Zieloni uzgodniły przygotowanie przepisów, które pozwolą miastu przejmować mieszkania od właścicieli posiadających ponad 10 tys. lokali. Wszystko powyżej tego progu trafiałoby do sektora publicznego. Ustawa mogłaby zostać uchwalona w 2028 roku, a jej wdrożenie zaplanowano na rok kolejny. To pokłosie referendum sprzed lat, w którym berlińczycy opowiedzieli się za uspołecznieniem zasobów wielkich koncernów mieszkaniowych.

Dla Heimstadenu stawka jest ogromna. Fundusz szacuje, że nowe zasady mogłyby objąć około połowy jego berlińskiego portfela. Przy odszkodowaniu na poziomie 60 proc. wartości rynkowej, o którym mówi się w dyskusjach, strata sięgnęłaby około 1 mld euro. Rynek już wycenia to ryzyko, bo obligacje hybrydowe funduszu potaniały od sierpnia z około 98 do 82,5 centa za euro nominału.

Branża mówi o ucieczce kapitału

Fladeland ocenia szanse na skuteczne przeprowadzenie wywłaszczeń jako bardzo, bardzo niskie, ale samo ryzyko wystarczyło, by Heimstaden wstrzymał napływ nowego kapitału do Niemiec. Podobnie sprawę widzi prezes Vonovii, największego niemieckiego właściciela mieszkań. Luka Mucic nazywa planowaną nacjonalizację niekonstytucyjną i przestrzega, że kapitał popłynie do krajów oferujących przewidywalność i pewność prawa.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Głos zabierają też analitycy. Tolu Alamutu z Bloomberg Intelligence uważa, że wywłaszczenie raczej nie jest scenariuszem bazowym, ale sama debata może zmniejszać liczbę transakcji, obniżać wyceny nieruchomości i utrudniać wzrost cen obligacji właścicieli mieszkań. Paul May z Barclays w nocie z 19 października napisał, że obecny plan jest wolniejszy i mniejszy od wcześniejszych wersji, lecz ryzyko pozostaje realne, a większym zagrożeniem od samego wywłaszczenia mogą się okazać zaostrzenie kontroli czynszów i dodatkowe wymogi wobec właścicieli.

Spór zablokował już 10 tys. mieszkań

Konflikt ma też wymiar czysto praktyczny. Według money.pl w grze jest utrata około 10 tys. mieszkań, których inwestorzy mogą nie wybudować lub nie kupić, jeśli przepisy wejdą w życie. Komentujący sprawę dziennikarz Die Welt Holger Zschaepitz zauważa, że polityka ta może odstraszyć inwestorów, nie tworząc ani jednego nowego mieszkania, a to właśnie podaż jest największym problemem niemieckich metropolii.

Przeciwwagą dla berlińskich planów jest rząd federalny. Gabinet Friedricha Merza uzgodnił w lipcu przygotowanie ustawy, która uniemożliwi krajom związkowym przejmowanie prywatnych mieszkań, a ewentualne berlińskie przepisy niemal na pewno trafiłyby do trybunału konstytucyjnego. Spór o mieszkania największego niemieckiego miasta zapowiada się więc na lata, a jego koszty już dziś ponoszą i inwestorzy, i najemcy czekający na nowe lokale.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi