Polska chce sprzedawać broń w Azji. Pierwsze kontrakty możliwe już w grudniu

Polska zbrojeniówka od lat szuka dużego rynku eksportowego poza Europą i właśnie dostała szansę, o jaką zabiegała od dawna. Jak poinformował PAP wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota, towarzyszący premierowi Donaldowi Tuskowi w podróży do Wietnamu, trwają negocjacje w sprawie sprzedaży polskiego uzbrojenia armii tego kraju. Informację podaje bankier.pl.

- Reklama -

Rosomaki, Kraby i radary na liście rozmów

Lista omawianego sprzętu jest długa. Wietnamczycy rozmawiają o transporterach opancerzonych Rosomak, armatohaubicach Krab, mostach, amunicji artyleryjskiej, wozach wsparcia dla haubic, systemach radarowych i obronie wybrzeża. Polska oferuje też komponenty łączności i elektroniki do platform bojowych. W delegacji bierze udział prywatna Grupa WB, a Polska Grupa Zbrojeniowa utrzymuje kontakty z Hanoi od dwóch lat, w czasie których polscy przedstawiciele odwiedzili Wietnam pięciokrotnie, a wietnamska delegacja pojawiła się na targach MSPO w Kielcach.

Gołota zastrzega, że na podawanie wartości ewentualnych zamówień jest za wcześnie, bo Wietnam zwykle zaczyna od mniejszych kontraktów, które rosną, jeśli sprzęt się sprawdzi. Kierunki współpracy mają zostać ogłoszone w poniedziałek podczas głównej części wizyty w Hanoi, a konkretne kontrakty Polska chciałaby pokazać w grudniu, być może przy okazji wietnamskich targów zbrojeniowych.

Serwis Su i Herculesów, czyli mniej widoczna żyła złota

Poza sprzedażą gotowego sprzętu w grze są jeszcze dwa modele współpracy: przeniesienie części produkcji i technologii do Wietnamu oraz usługi serwisowe i modernizacyjne. Tę ostatnią opcję wiceminister określa jako mniej widoczną, ale bardzo dochodową. Polskie zakłady w Bydgoszczy mogłyby serwisować wietnamskie samoloty transportowe, w tym C-130 Hercules, a także maszyny poradzieckie z rodziny Su, przy założeniu, że części zapewni strona wietnamska.

Chcesz częściej widzieć treści BNBN w Google?Dodaj nas do ulubionych źródeł

Wietnam koncentruje się obecnie na obronie wybrzeża i tu Polska ma argumenty wypracowane na własne potrzeby. W grę wchodzą radary i systemy nadzoru wybrzeża rozwijane częściowo w ramach programu Cyfrowy Bałtyk, a Stocznia Wojenna analizuje możliwość wsparcia, w tym dostaw okrętów ratowniczych i niszczycieli min opartych na projekcie Kormoran.

Rosyjska luka do zagospodarowania

Moment na ofensywę jest nieprzypadkowy. Wietnamska armia przez dekady opierała się na rosyjskim uzbrojeniu, ale sankcje nałożone na Moskwę zmusiły Hanoi do szukania nowych dostawców. O rynek biją się już firmy izraelskie, francuskie i amerykańskie, a polskim atutem jest doświadczenie w modernizowaniu poradzieckiego sprzętu, którego Wietnam ma pełne magazyny.

Dla krajowego przemysłu byłby to przełom o dużym znaczeniu. Polskie zakłady zbrojeniowe pracują dziś głównie na potrzeby własnej armii, która zamawia rekordowe ilości sprzętu, ale eksport daje to, czego krajowe zamówienia nie zapewnią: dłuższe serie produkcyjne, niższe koszty jednostkowe i uniezależnienie od cyklu politycznego w Warszawie. Jeśli grudniowe zapowiedzi zamienią się w podpisane umowy, Rosomaki i Kraby mogą dołączyć do wąskiego grona polskich produktów rozpoznawalnych na azjatyckim rynku obronnym.

NAJNOWSZE

WYBRANE DLA CIEBIE

W tym tygodniu o tym się mówi